Szare kwiaty

Szare kwiaty, czyli Eviva tango!

To bodaj najambitniejsza premiera w Teatrze Syrena, od czasu, kiedy kierownictwo przyjęła w nim Barbara Borys-Damięcka. Okazuje się, że konsekwentna praca i poszukiwanie swojego miejsca w teatrze przynosi rezultaty.
Syrena nie tracąc marki teatru rozrywkowego proponuje swoim widzom rozmaite przedstawienia, nie stroniąc od form oryginalnych i nowatorskich. Takim jest bez wątpienia widowisko „Tango operita. Szare kwiaty”, nawiązujące do twórczości Astora Piazzoli i Horatio Derrery, w którym, odnaleźć można znajome motywy grupy Gotan i motywy z ballad Cave’a. Nic dziwnego, skoro autorem warstwy literackiej spektaklu jest Roman Kołakowski (m.in. tłumacz „Ballad mordercówCave’a, wieloletni szef Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu), a muzykę napisał Hadrian Filip Tabęcki, którego zespół Kameleon jest odpowiedzialny za wszystkie brzemienia w spektaklu.  Jeśli do tego dodać pełną pomysłowych rozwiązań choreografię i reżyserię Jarosława Stańka i surową, choć zarazem wyrazistą scenografię Katarzyny Nesteruk (w której wielką rolę grają lustra i poręcze) to otrzymamy przepis na polską wersję uwodzicielskiego spektaklu, osnutego wokół tanga i jego tajemnicy. Mrok, walka dobra i zła, motywy zmagania ze zmysłami i obolałą duszą człowieka tęskniącego do miłości to klucz do tego widowiska w rytmie tanga, w jego zmiennych, kapryśnych nastrojach, nawrotach, kontrapunktach, złamaniach O sile spektaklu decyduje wyrazista muzyka Tabęckiego, tekst jest pretekstowy, to po prostu jeszcze jedna historia o zdradzonej dziewczynie, która zamordowała kochanka. Na czele zespołu w świetnej dyspozycji wokalnej Jacek Bończyk i dwie Astorie (Dorota Gorjainow i Katarzyna Groniec). Kilka utworów pozostaje w pamięci po tym przedstawieniu, a zwłaszcza tytułowe „Szare kwiaty” (w wykonaniu Bończyka) i ballada „Dwanaście noży” (sugestywnie wyśpiewana przez Groniec). Syrena trafia nie tylko w modę – wiadomo, jak dzisiaj tango przyciąga młodych ludzi nad Wisłą, ale daje widowisko pełne magii i poezji. Czasem – zwłaszcza w pierwszej części brakuje w tym wszystkim emocji, balet szuka najwyraźniej obcego mu rytmu, ale druga część spektaklu wynagradza mniej obiecujący początek Tak więc, mamy naprawdę pierwsze tango operitę w Warszawie. Pięknie.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz