Krzysztof Kołbasiuk nie żyje

 3 marca nad ranem w Warszawie zmarł Krzysztof Kołbasiuk (54 lata), artysta od lat związany z Teatrem Polskim.
Krzysztof Kołbasiuk


Poprzedniego wieczoru występował na deskach macierzystego teatru w znanym spektaklu "Zielona Gęś" jako przezabawny i liryczny Pies Fafik, przygotowywał się do roli Prezesa w "Kordianie", a 24 stycznia wystąpił w ostatniej – jak się okazało – znakomitej kreacji w premierze "Przypadkowego człowieka" Rezy (przypominam recenzję z tego spektaklu).
Kołbasiuk debiutował na scenie błyskotliwie rolą Jana w  "Pierwszym dniu wolności" Leona Kruczkowskiego u boku swego mistrza, Tadeusza Łomnickiego. Pamiętne kreacje stworzył m.in w Teatrze Dramatycznym (Willy w "Radosnych dniach" Becketta) i Polskim (Sganarel w "Don Juanie").
Obdarzony pięknym, niepowtarzalnym głosem zasłynął w dubbingu w serialu "Pogoda dla bogaczy" czy tez jako niedościgniony lektor dramatów klasycznych – sam zresztą reżyserował wiele w dubbingu. Zachwycał jako Tewje Mleczarz w Teatrze Żydowsklim, a serca szerokiej publicznośćci podbił piękną rolą szlachetnego0 Łukasza Zbożnego z serialu "Dom" Jana Łomnickiego.
Towarzyszyłem jego karierze artystycznej od początku (także jego udanym próbom w monodramie), dzieliłem radości i smutki – długo Kołbasiuka nie doceniano lub niesprawiedliwie pomijano. Teraz trudno zrozumieć, że już nie zobaczymy go w żadnej nowej roli. Teraz, kiedy dowiódł wielkiej dojrzałości swego talentu ostatnimi rolami. Jak choćby w "Przypadkowym człowieku" u boku Grażyny Barszczewskiego czy wcześniej w "Nondum", przypowieści o odchodzeniu.
Z rodziną lączę się w bólu

Tomasz Miłkowski


Spotkanie, czyli gra przypadków

Yashmina Reza jest mistrzynią psychologicznego niuansu – stąd jej dramaty tak chętnie są oglądane w całej Europie, w tym i w Polsce (np.”Sztuka”). Potrafi nizać z pozoru nieprzystających do siebie elementów historie pełne napięcia, podtekstów, powikłań i pytań. Taki też jest „Przypadkowy człowiek”, dramat „wagonowy” o przypadkowym spotkaniu pisarza i jego czytelniczki.Autor „Przypadkowego człowieka” wsiada do tego samego przedziału na trasie z Paryża do Frankfurtu, w którym pewna powabna dama właśnie zamierza oddać się lekturze „Przypadkowego człowieka”, kiedy obok siebie zauważa swojego ulubionego autora. Początkowo on jej nie dostrzega, ona zaś nie umie i po trosze nie chce nawiązać rozmowy. Tak podróżując obok siebie, wchodzą w światy swoich myśli, wspomnień, skojarzeń, którymi z biegłością prestidigitatorki posługuje się autorka. Z dobrego materiału literackiego powstało pełne napięcia, zaskakujące, rozpięte między rozmaitymi stanami emocji spotkanie z widzami, które Anna Kękuś (reżyseria i scenografia) zorganizowała we foyer Teatru Polskiego. Widownia siedzi jak w wagonie (tyle że wzdłuż składu pociągu), a proste elementy skromnej dekoracji, scenografia dźwiękowa i światło, a wreszcie wyobraźnia dodają reszty. Grażyna Barszczewska (Kobieta) i Krzysztof Kołbasiuk (Mężczyzna) powołują na oczach widzów wewnętrzne światy dwojga podróżnych. Grają niestrudzenie, bez chwili wytchnienia, bo kiedy jedno z nich monologuje, to drugie gra bez słów – podziw budzi trafny dobór delikatnych, choć wyrazistych środków, finezyjnie oddających stany bohaterów. Dwa monologi tworzą to subtelne przedstawienie, które pobudza do refleksji nad przemijaniem i każdą chwila, uciekającą bezpowrotnie, a  czasem zmieniającą całe życie. „Przypadkowy człowiek” to świetny teatr tzw. środka – przeznaczony dla widza, który poszukuje w teatrze nienatrętnej podpowiedzi, jak żyć.

Tomasz Miłkowski

Yashmina Reza, „Przypadkowy człowiek”, tłum. Barbara Grzegorzewska, reżyseria i scenografia Anna Kękuś, Teatr Polski w Warszawie

Recenzja publikwoana uprzednio w "Przeglądzie"

Dodaj komentarz