Peer Gynt w Montowni

Wydarzenie z wielu powodów niezwykłe, do którego trzeba będzie jeszcze powrócić – po 10 latach „bezdomnych”, kiedy to Montownia na dobre „zadomowiła” się w polskim pejzażu teatralnym, teatr pełnych pasji niegdysiejszych studentów PWST w Warszawie, którzy zaczynali „Zabawą”, ma swoją siedzibę. I to niebanalną, bardzo a la mode, bo na terytorium nieczynnego basenu w gmachu YMCA przy Konopnickiej w Warszawie.
Plakat do spektaklu
Rzecz nieprzypadkowa, że na swoje dziesięciolecie Montowniacy dają piękne przedstawienie o poszukiwaniu własnego domu, o drodze, którą dla bohatera „Peer Gynta” jest całe jego życia. O tym, że dopiero u kresu rozpoznaje prawdę, że dom i jego miejsce, jego raj był zawsze tam, gdzie niegdyś mieszkał, w sercu ukochanej z rodzinnych stron.

Wielki poemat Ibsena przełożony na scenę  przez Marka Pasiecznego staje się wzniosłą, choć nie pozbawioną ironii romantycznej, pieśnią o losie człowieka, miotanego rozmaitymi tęsknotami i urojeniami, o poezji, która potrzebna jest do życia jak powietrze, o miłości i sensie życia. W tym spektaklu, ułożonym do tekstu nowego, znakomitego tłumaczenia (Andrzej Krajewski – Bola) z muzyką Roberta Łuczaka i w scenografi Jana Kozikowskiego usłyszeć można echa Homera, Goethego i Hamsuna. Aktorzy Montowni (Krawczuk, Perchuć, Rutkowski i Wierzbicki) grają ze swymi profesorami, Aleksandrą Górską (przejmującą jako Matka Peera) i Mariuszem Benoit (stary Peer, genialna rola zasługująca na osobne studium).
Recenzenci warszawscy nie wiedzą co zrobić z tym „Peer Gyntem”, najwyraźniej zaskoczeni, marudzą, że przestrzeń nie ta, a prześlepiają, że mamy do czynienia z natchnionym przedstawieniem, w którym humor miesza się z tonami tragicznymi, ironia z autoironią, poetycki skrót z prawdą cierpienia, ból sąsiaduje z prostotą i pięknem – potrafi o tym zwyczajnie i przekonująco mówić Agata Buzek jako Solvejg, zawsze Peerowi wierna i wdzięczna. Tymczasem właśnie ta przestrzeń przylega do spektaklu jak dobra rękawiczka do ręki i powrót Peera do domu jest poszukiwaniem także domu i swojej drogi przez Montownię, która, oby, nie uległa podszeptom niektórych swych wielbicieli, że mają być specjalistami od zabawiania PT publiczności, wyłącznie od sztuk łatwych i przyjemnych, bo takie ich rzekome emplois….

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz