Goło i wesoło

Do redakcji nadszedł list od producenta spektaklu "Goło i wesoło", pana Jerzego Gudejki  – polemika z recenzją Romana Pawłowskiego na łamach "Gazety Wyborczej". Ponieważ GW nie ma obyczaju drukowania polemik z recenzjami – na prośbę pana JG polemikę publikuje "Loża".

Panie Romanie;
jestem zachwycony, że poświęcił nam Pan tyle miejsca.  Moje zdanie na temat kilku kwestii jest jednak zgoła odmienne dlatego pozwalam sobie je niżej przedstawić.
Jeśli chodzi o tytuł Pańskiego artykułu, w najmniejszym stopniu nie sposób się z nim zgodzić – z pewnością baaaardzo wesoło! Skoro oklaski po każdym numerze, okrzyki, śmiechy i entuzjazm graniczący z histerią są reakcją 350 z 400 widzów, to określenie „niewesoło” musi Pan uznać za nie trafione!
 Czuje Pan niedosyt dramatu bezrobotnych. To zastrzeżenie rozumiem. W czasie pracy nad sztuką był to jeden z istotniejszych problemów: jakie mają być proporcje indywidualnych dramatów bohaterów i show. Uznaliśmy, że 40 minut scen choreograficznych i 80 minut scen dramatycznych to dobra proporcja, a że się nie dłużą, że o bohaterach dowiadujemy się z akcji a nie z monologów typu „nie mam pracy od trzech miesięcy, wydałem ostatnie oszczędności i wyzbierałem cały złom w dzielnicy” uważam za dobre rozwiązanie i dowód świetnej pracy reżysera.  Chłopcy nie opowiadają o swoim sukcesie ale w rzeczywistości odnoszą go na scenie.
    Jeśli chodzi o „cud marketingowy”, którym mnie Pan komplementował też chciałbym wyprowadzić Pana z błędu: to nie był cud lecz rezultat ciężkiej pracy kilku osób. Zwłaszcza naszej specjalistki od relacji publicznych.
    Bolesny jest dla mnie fragment Pańskiej recenzji dotyczący aktorstwa. Rzecz jest bardzo subiektywna i niemożliwa do udowodnienia ale proszę mi wierzyć: żadna z kilkudziesięciu relacji, które do mnie dotarły nie potwierdza Pańskiej tezy. Były zastrzeżenia co do pojedynczych osób ale równoważone zachwytem dla pozostałych. Kilka osób podzielało Pana uwagi co do dramaturgii ale nieodmiennie doceniali pracę choreografa, scenografa i aktorów. Różnym widzom podobali się różni aktorzy, i dobrze, chcieliśmy żeby nasi bohaterowie nie byli spod jednej sztancy.
    Jakoś złośliwie brzmi w Pańskiej recenzji zdanie o bezrobotnych dowiezionych z Tomaszowa, tak jak byśmy potraktowali ich instrumentalnie. Oświadczam: nie jest to prawda. Na jednym z pierwszych spektakli, niespodziewanie i ku naszej radości,  pojawiła się grupa „robotnych” widzów z Tomaszowa Mazowieckiego. Po spektaklu wręczyli aktorom kwiaty i list: „Wspaniałym artystom tworzącym spektakl >>Goło i wesoło<< w podziękowaniu za trud odsłaniania nagiej prawdy o ludziach z prowincjonalnych miast, którzy potrafią być radośni silni i dumni – publiczność z Tomaszowa Mazowieckiego”. Przyznaję, sprawili nam przyjemność bo mimo, że „Goło i wesoło” to komedia, nie widzimy w niej tylko machiny do zarabiania pieniędzy, ale także instrument obywatelskiej edukacji.
    Jeśli zaś chodzi o goliznę na scenie, to dla mnie Hamlet mógłby chodzić w ubraniu natomiast odzianego chippendalesa  uznałbym za nieporozumienie, ale o tym trudno dyskutować. To sprawa gustu.

Z poważaniem,

Jerzy GUDEJKO

P.S. Ceny biletów są od 42 do 82 złotych, ulgowe 30 zł.

Dodaj komentarz