Cuius regio, eius religio

Kto sprawuje władzę, ma prawo swą religię narzucić poddanym. Oto zasada jaką przyjęto w Augsburgu, gdy wojujące strony w Niemczech (protestanci i katolicy) zawarli pokój w roku 1555. Oczywiście, nie powstrzymało to fanatyków wiary w innych krajach od okrutnych aktów agresji. W niektórych zaś walka toczyła się w ukryciu, dzięki umiejętnemu przygotowaniu ustaw prawnych. A jeszcze w innych została przeniesiona na konflikty państwowe. Tak było w Europie Wschodniej.

Cujus regio, eius religio.

Myślę o tych napięciach wyznaniowych sprzed czterystu lat z niepokojem, widząc brak wykształcenia historycznego i nieumiejętność z jaką polscy dziennikarze i publicyści traktują sprawę nowego święta państwowego Rosji, zwanego Dniem Jedności Narodowej, wyznaczonym na dzień 4 listopada. Nie mogąc prześledzić informacji ze wszystkich gazet ograniczę się do tej, którą codziennie czytam, do „Gazety Wyborczej”.
Zaczynamy od reportażu Wacława Radziwinowicza pt. Program topienia Polaków. Rocznica wyrwania Moskwy z rąk Polaków ma być w Rosji „dniem dobrych uczynków”, zamieszczonego w Gazecie Reporterów „Duży Format” (31.X.05).
Radziwinowicz w sposób ironiczny opowiada o zdarzenia z początku siedemnastego wieku, eksponując osobę chytrego chłopa Suzanina, który utopił w bagnach oddział Polaków, poszukujących młodego cara Michała Romanowa z zamiarem jego zgładzenia. Oczywiście, Polacy byli w Moskwie ze szlachetną misją wspierania królewicza Władysława, którego bojarzy rosyjscy zdążyli już byli wybrać sobie na cara, i którego, jak teraz widać, zdradzili na rzecz Michała Romanowa.Usuwając z Placu Czerwonego w Moskwie mauzoleum Lenina, Rosjanie potrzebują nowego mitu, legenda o Suzaninie spada im więc jak z nieba, chociaż w jej prawdziwość nie wierzą nawet rosyjscy archeolodzy. Mówi się nawet o „szopce z Suzaninem”. Zapewne reportaż Radziwonowicza będzie utrwalał legendę niechęci Rosjan do Polaków. Będzie też służył poczuciu wyższości Polaków wobec Rosjan. My, Polacy, bowiem, jesteśmy od nich o niebo lepsi: nie szukamy idoli, pomników nie stawiamy, historiozofii nie uprawiamy i nie czcimy legendarnych bohaterów.
3 XI 05 „Gazeta” zamieściła notatkę zatytułowaną w sposób raczej szokujący: „ROSJA. Polacy gorsi od hitlerowców”. W notatce tej agencja PAP i PASZ informują, że metropolita smoleński i kaliningradzki, Cyryl, porównał w środę Dzień Jedności Narodowej, nowe święto państwowe, które Rosja po raz pierwszy będzie obchodziła jutro, do rocznicy pokonania III Rzeszy. I dalej czytamy w niej, że „Dzień Jedności upamiętnia oswobodzenie Moskwy „spod polskiego jarzma” w 1612 r. – W pewnym sensie tamte wydarzenia (1612 roku) były dla Rosji straszniejsze niż Wielka Wojna Ojczyźniana (1941-45) – uważa Cyryl.” Oczywiście nikt nie pomyślał o zamieszczeniu pełnego tekstu metropolity Cyryla, ale ktoś pomyślał u umieszczeniu jątrzącego tytułu. Ciekawe, od kogo on pochodzi.

Teraz już wszyscy będą wiedzieli, że nowe rosyjskie święto narodowe jest skierowane przeciwko Polakom w co, jak wiemy z wcześniejszych wypowiedzi, wierzy także niegdysiejszy kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej a teraz już jej prezydent, Lech Kaczyński. Sprawa jest oczywiście niepokojąca w państwie, którego prezydent deklaruje: „Jestem katolikiem i katolikiem pozostanę do końca życia”. Oczywiście, bardzo się cieszę, że prezydentem mego kraju jest katolik, ale wolałbym by nie używał swojej religijności jako znaku firmowego,
Popularne dziś w pewnych kręgach hasło „Polak – katolik”, należy do frazeologii prozelitycznej w odniesieniu do Polaków. Nie mniej, oba człony tego hasła należą do różnych kategorii semantycznych: Polak – oznacza człowieka o określonym poczuciu narodowym, katolik – człowieka o przynależności do określonego kościoła. Co więcej, eliminują one pojecie – „obywatel polski”, „obywatel państwa polskiego”, które winno być w powszechnym obiegu w imię rozsądnej polityki wewnętrznej i tolerancji religijnej.
Oczywiście nie wyobrażam sobie, by nowy Prezydent państwa polskiego – katolik – chciał kontynuować niegdysiejsze konflikty religijne. Wobec programu ekumenizmu, podjętego przez papieża Polaka, Jana Pawła II nie byłoby to dowodem mądrości. Byłby to wielki anachronizm – uniknąć go można nawet przy niewielkiej znajomości historii.

A jednak znamienne, że „Gazeta Wyborcza” nie zwróciła się w tej sprawie o konsultacje do jakiegoś poważnego historyka stosunków polsko – rosyjskich z XVII wieku. Szkoda, bo temat jest interesujący. Jestem tylko historykiem teatru, ale przy okazji moich studiów musiałem poznać dzieje polityczne Europy a także dzieje schizmy, unii i konfliktów religijnych w Europie. I „wypędzenie Polaków z Kremla w listopadzie 1612 roku” rozumiem nie jako wypędzenie Polaków, ale wypędzenie Łacinników, którzy zagrażali prawosławiu.
W dniu 4 listopada, a więc w Dniu Jedności Narodowej wspomniany już Wacław Radziwinowicz zamieszcza kolejny artykuł. Ozdabia go obraz Matki Boskiej Kazańskiej oraz życzenia dla Rosjan dodając, że Rosjanie „jeszcze nie rozumieją sensu nowego święta”. Ikona Matki Boskiej Kazańskiej jest bardzo piękna. Szkoda więc, że na tej samej stronie Wacław Radziwinowicz, bez taktu, uprawia swoja małą politykę. Nie wspomni nawet słowem o rzeczywistych historycznych źródłach święta, ale uzna, że stała się rzecz niezwykła: pospolite ruszenie obywateli – Rosjan – przegnało Polaków i wyciągnęło kraj z zamętu. A to powinno dla Rosjan być zachętą do kroczenia drogą społeczeństwa obywatelskiego wzorem innych narodów europejskich.
Więcej taktu i zrozumienia dla całej sprawy okazuje Tomasz Bielecki (w tym samym numerze „G.W.) w artykule pt. Rosja w poszukiwaniu zaginionej wielkości. Autor pokazuje jak sprawę wypędzenia Polaków z Kremla wykorzystują rozmaici (rosyjscy) polityczni demagodzy, i konkluduje m.in.:

Bo choć pamięć o (dodajmy, że słusznym) rosyjskim oporze oraz kult Matki Boskiej Kazańskiej nie muszą pociągać wrogości wobec współczesnych Polaków (trudno kult jasnogórski nazywać antyszwedzkim), to w putinowskiej Rosji wiele jest możliwe
.
Dobre i to, ze autor rozdziela dwie sprawy( pamięć o obecności oddziałów polskich w Moskwie w wieku XVII) i współczesna politykę prezydenta Putina. Natomiast w dalszym ciągu nie wiemy, dlaczego hierarchowie cerkwi prawosławnej zasugerowali wybór dnia 4 listopada na święto państwowe.

Jak wyżej powiedziano, wszystko zaczęło się za panowania Wazów, którzy w swych działaniach mieli poparcie w uchwałach Soboru Trydenckiego i utworzonego w tym samym czasie zakonu jezuitów. To w tym czasie rozpoczął się w Polsce proces rugowania innowierców z urzędów. To także w tym czasie podjęto działania na rzecz podporządkowania kościoła prawosławnego w Rzeczypospolitej zwierzchnictwu papieskiemu w postaci Unii Brzeskiej (1596). Z punktu widzenia Polaków, rzecz była usprawiedliwiona politycznie, bo unia miała uniezależnić kościół prawosławny na ziemiach Rzeczypospolitej od wpływów obcych. Niestety nie została doprowadzona do końca z powodu uporu szlachty, która nie chciała dopuścić biskupów unickich do Senatu. Z punktu widzenia moskiewskich hierarchów prawosławnych Unia Brzeska stanowiła poważny zamach na prawosławie, ze strony papiestwa, przeprowadzony rękami polskimi.

Oceny biskupów prawosławnych były słuszne. Zygmunt III Waza, mając u boku Nuncjusza papieskiego snuł plany podporządkowania sobie Rosji, wprowadzenia tam katolicyzmu, stworzenia potęgi słowiańskiej, która miałaby nieść wiarę katolicką na północ do Szwecji, na wschód aż do Persji, a na południu zwyciężyć Turcję. Nie myślał oczywiście o brutalnym podboju Rosji. Wygaśnięcie moskiewskiej dynastii Rurykowiczów podsuwało inne rozwiązania. Na przykład unii polsko – rosyjskiej z królem elekcyjnym w Polsce i dziedzicznym w Rosji, przy pełnej tolerancji religijnej. Ta sprawa jednak budziła wielką nieufność Rosjan.

Dla króla polskiego Zygmunta III (również szwedzkiego przez krótki okres) i dla Rzymu szansa była niezwykle kusząca. Testem ewentualnego sukcesu miała być wyprawa moskiewska Dymitra Samozwańca. Jego plany były korygowane w Polsce a do tego uzgadniane i dyskretnie popierane zarówno przez Zygmunta III jak i Kurię Rzymską. Dymitr bowiem obiecał wprowadzenie katolicyzmu w Rosji. Przegrana Dymitra wznawiała sprawę unii i skutkowała zaproszeniem królewicza Władysława na tron moskiewski pod warunkiem… przyjęcia prawosławia. Z początku wydawało się, że Polska i Rosja będą związane co najmniej unią personalną, ale wszystko popsuł król Zygmunt, który zmienił zdanie i sam zapragnął być carem Rosji.

Wszystko to odbywało się w sytuacji dużego zamieszania i walk różnorodnych ugrupowań. Dodajmy, że pojawił się drugi Dymitr Samozwaniec, i że wokół Moskwy hulały rabujące zagony kozackie. Rosyjscy bojarzy, widząc zmianę polityki w obozie polskim (ambicje Zygmunta III) zdecydowali się na wybór młodziutkiego Michała Romanowa na cara Rosji. Od tej pory Polacy byli postrzegani przez Rosjan jako prawdziwi „interwenci” na rzecz obcej sprawy. Nic więc dziwnego, że wystąpili przeciw oddziałom polskim. I wszyscy, łącznie z ludem, bronili prawosławia pod sztandarem Matki Boskiej Kazańskiej.

Wybór 4 listopada jako Dnia Jedności Narodowej i nowego święta państwowego Rosji jest wyborem religijnym w kraju, w którym przez lat siedemdziesiąt poddawany był zabiegam bezwzględnej ateizacji. Czy można się dziwić, że hierarchia cerkwi prawosławnej jest niezwykle wrażliwa na możliwą obecność innych religii na terytorium przypisanym jej historycznie? I że wybiera na dzień święta narodowego rocznicę, która była triumfem prawosławia nad uzurpacją innego kościoła?

Nie wiem czy wybór tego dnia jest całkowicie uzasadniony. Ale wiem, że powinien być zrozumiały w kraju, którego mieszkańcy tak bardzo cenią własne uczucia religijne. Głos metropolity Cyryla był głosem hierarchy kościelnego, który jeszcze dzisiaj w działaniach polskich katolików widzi największe niebezpieczeństwo dla prawosławia. Nie wiem czy to jest słuszne, ale wierzę, że głos jego nie jest skierowany przeciw narodowi Polskiemu. Może byśmy zatem podjęli jakąś inicjatywę, by poprzez mądre skomentowanie nowego święta, zakończyli wreszcie tę wojnę religijną z Rosją, ciągnącą się od szesnastego wieku.

Henryk Jurkowski

 

 

Dodaj komentarz