Dramatopisarz, czyli kto?

Refleksje o książce "Sztuka dramaturgii" Piotra Kotlarza.

Dramatopisarz, czyli kto?

Piotr Kotlarz – nauczyciel, dziennikarz związany ze środowiskiem gdańskim – pisząc tę książkę ujawnił dusze ryzykanta. Tytuł „Sztuka dramaturgii” kryje bowiem zamysł poradnika z dziedziny dramatopisarstwa. Sama inicjatywa może więc się niedobrze kojarzyć z falą kieszonkowych serii wydawniczych.: Jak zostać scenarzystą, kompozytorem, treserem dzikich zwierząt…. Szczęśliwie już we wstępie rzecz zyskuje na powadze. Autor proponuje bowiem młodemu czytelnikowi (głównym adresatem książki są licealiści) rekonesans po historii teatru opowiadanej z perspektywy rozwoju formy literackiej. Co prawda w tok relacji zakradło się sporo uproszczeń i braków. Jednak całość broni się trybem syntetycznego przekazu, językiem popularyzatorskiej wypowiedzi.
Właśnie takim ramom służyłaby dużo lepiej inna redakcja tomu. Ponieważ autor stale miesza przestrzeń teatru i dramatu, należałoby o tym poinformować, wprowadzając już na początku zarys typologii stylów i kategorii inscenizacji oraz zręby poetyki. Rozdział dotyczący zagadnień rodzajów i gatunków literackich zjawia się bowiem zbyt późno. Zresztą Kotlarz również i tam pomija problematykę struktury i funkcji tekstu, proponując tylko skrót encyklopedyczny uzupełniony retorycznym zwrotem lub naiwnym streszczeniem pewnych intencji, realizowanych w ramach danego gatunku. Stąd wywodzi się terminologiczny rozgardiasz i adnotacje typu: „Komedia jako dzieło sztuki musi odpowiadać wymogom estetycznym i artystycznym, jakie obowiązują w każdej twórczości dramatycznej”.
A jak dalece utrudnia lekturę cały ten zamęt, niech posłuży przykład teatru absurdu. Wzmianki historycznej nie dopełniają definicje kluczowych dla rozmiaru zjawiska pojęć, np. groteska, deformacja, dramat absurdu, antyiluzjonizm. Brakuje też egzemplifikacji teatru okrucieństwa. Przy nazwisku Pirandella zjawia się tylko nikły ślad „teatro grottesco”, zaś trop egzystencjalizmu wyznacza kilka zdawkowych opinii. Summa summarum czytelnikowi, który chciałby, kierując się wskazówkami Kotlarza, rozpoznać miejsce, jakie w XX-wiecznym teatrze zajmował absurd, pozostanie tylko… oczekiwanie na Godota.
Podobnych przeoczeń i niejasności jest sporo. Wśród stosowanych ad hoc hierarchii, bez precyzyjnych teoretycznych fundamentów, zaciera się m.in. fenomen wyobraźni scenicznej twórców Hiszpanii Złotego Wieku, blednie cezura Szekspirowska. Do aneksu powinien autor przenieść uwagi o teatrze Azji. Zresztą mogłyby tam uzyskać szerszą perspektywę, wzbogaconą tradycjami Afryki i Ameryki Łacińskiej. Tymczasem dla sygnalizowanego w I rozdziale nurtu azjatyckiego brakuje uzasadnień i historycznych, i teatralnych, gdyż główna zasada prezentacji opiera się, co zresztą oczywiste, na greckim rodowodzie. Z kolei rozdział III – Zarys dziejów teatrów szkolnych na ziemiach polskich okazuje się w istocie skrótem, który ani nie informuje, ani nie stanowi żadnej wykładni podstawowego tematu książki.
Równocześnie, mimo błędów merytorycznych i redakcyjnych, książka Kotlarza posiada istotne zalety. Własny osąd, autentyczna pasja nauczyciela-przewodnika dobrze służą klimatowi rozmowy z młodzieżą o drogach i bezdrożach dramatopisarstwa. Atmosferę przyjaznych dialogów buduje rozdział V, w którym autor, nie kryjąc osobistych zauroczeń, ze swada i entuzjazmem oprowadza czytelników i słuchaczy po scenie.
A uczniowskie projekty sztuk? Nie mizdrzą się, drążą rzeczywistość, dzielą się wątpliwościami. Swoim głosem potwierdzają sens działalności pedagogiczno-popularyzatorskiej Piotra Kotlarza.

Piotr Kotlarz, Sztuka dramaturgii, wyd. artline 2004

Jagoda Opalińska

Dodaj komentarz