Made in Poland z Legnicy najlepszy

Spektakl Teatru Modrzejewskiej z Legnicy – "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka z wybitną rolą Eryka Lubosa uznany został za najlepsze wystawienie współczesnej sztuki polskiej w dorocznym konkursie Ministerstwa Kultury. O tym spektaklu w naszej recenzji – "Kogo tak nienawidzisz, Boguś" Kogo tak nienawidzisz Boguś?

Takie pytanie zadaje Bogusiowi rewolucjoniście ze sztuki „Made in PolandPrzemysława Wojcieszka jego mentor, były nauczyciel Wiktor. „Wszystkich” – odpowiada Boguś, po czym wypluwa z siebie z pasją bardzo niepoprawną politycznie listę osób znienawidzonych. Z tym „wszystkich”, oczywiście przesadza, widzimy, z jaką czułością zwraca się do udręczonej przez życie matki, a niebawem zobaczymy, jak ulegnie – niczym rażony piorunem, jak w starych sentymentalnych romansach – uczuciu do poznanej przypadkiem dziewczyny.
Spektakl grany w osiedlu legnickim na Piekarach, podczas występów gościnnych w Warszawie został pokazany na Kamionku, w blokowisku przyległym do osiedlowego supersamu. Na początku zgromadzona publiczność, trochę niepewnie rozgląda się, niepewna dalszego ciągu. W pewnej chwili ktoś podpala śmietnik, ktoś wychyla się z balkonu i wyzywa łobuza, jakaś dziewczyna na innym balkonie odpędza adoratora spod śmietnika, wściekły dresiarz z kijem bejzbolowym wybija szybę w zaparkowanym nieopodal samochodzie, alarm wyjdzie, młoda para domniemanych właścicieli auta z krzykiem rusza w pogoń za napastnikiem, w tłumie poruszenie, ktoś spokojnie sączy piwko, ktoś inny mówi, że idzie na imprę (aktorzy to, czy mieszkańcy osiedla?), sytuacja się gmatwa, pora jednak iść ku wejściu, ktoś tym jednak dyryguje, oddychasz z ulgą, kiedy uśmiechnięte dziewczyny kasują bilet przed wejściem do sali, byłego magazynu, z surową architekturą rodem z fabryki domów, widać, że w szczelinie w głębi majaczy jakiś poobijany samochód, z których rozprawia się Boguś rewolucjonista. Spektakl rusza i – o dziwo – wcale nie rozprasza się atmosfera wywołana przed wejściem, niepokój towarzyszy oglądaniu tej historii chłopaka szamocącego się ze swoją  wściekłością, bezradnością, poczuciem odrzucenia i braku perspektyw. Wojcieszek bowiem opowiada o tych, przed którymi nowy ustrój zatrzasnął drzwi, odtrącając od wyśnionego „tortu” do podziału. Boguś należy do oszukanych, zawiedzionych, zbuntowanych i zrozpaczonych. Wojcieszek nie pociesza nikogo łatwymi i miłymi mirażami, ale jednak – mimo brutalnego języka, rojącego się od tzw. słownictwa, mimo obrazów degrengolady i beznadziej determinacji, z jaką ludzie popadają w alkoholizm, zobojętnienie, cynizm, przemoc – to nie jest sztuka, po której chce się wyć albo wsadzić głowę do piecyka. Wojcieszek daje widzom szansę, choć jest to szansa ironiczna, kończąc swoje przedstawienie triumfem nieporadnej miłości (genialnym pomysłem jest recytacja fragmentu „Bagnetu na broń”, którego fragment czyta Boguś swej ukochanej, jako najbardziej płomiennego wyznania miłosnego).
To jest bardzo sugestywny spektakl, nie uciekający od tego, co dzisiaj bolesne, zagmatwane, niejednoznaczne. Boguś rozdarty między kanonem wartości tradycyjnych (rodzina, wiara, wykształcenie) a biblią buntowników (protest, przemoc, dorzucenie świata), czyli między konserwatyzmem a rewoltą anarchistyczna wybiera ostatecznie tradycję za sprawą miłości. Acz pobrzmiewa to ironicznie i trąci sentymentalizmem, Wojcieszek ratuje się przed tak jednoznacznym rozwiązaniem z pomocą Krzysztofa Krawczyka, który urasta w tym przedstawienia do0 idola pokoleń, łączącego rozmaicie myślących Polaków. To oczywista kpina z kultury „sprasowanej” przez mass media. Jeśli jednak można wątpić w trafność ostatecznych prognoz (sam autor zdaje się w to wątpić), to warto pamiętać, że zadaniem sztuki jest przede wszystkim stawianie diagnoz i zadawanie pytań, a nie wystawianie recept. A pytania to Wojcieszek potrafi stawiać, zwłaszcza że dysponuje oddanym sprawie zespołem na czele z natchnionym Erykiem Lubosem, niezwykle wiarygodnym w roli Bogusia rewolucjonisty.

Made in Poland, scenariusz i reżyseria Przemysław Wojcieszek, scenografia Małgorzata Bulanda, muzyka Bartek Straburzyński, Teatr  Modrzejewskiej w Legnicy
Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz