Co bulgoce w aktorskim kotle

Rozmowa z Ignacym Gogolewskim, prezesem Związku Artystów Scen Polskich, aktorem Teatru Narodowego w Warszawie.

 

Od trzech lat w Związku Artystów Scen Polskich i wokół związku niezdrowo bulgocze. Nowy prezes – Ignacy Gogolewski – pragnie przede wszystkim uspokoić to bulgotanie, dodać ZASPowi nieco patosu, odnowić i uskrzydlić jego ducha.

CO BULGOCZE W AKTORSKIM KOTLE?

Wybitny aktor, człowiek i artysta z ogromnym doświadczeniem teatralnym i ludzkim, cieszący się miłością i szacunkiem publiczności, szacunkiem i autorytetem jednych aktorów, zawiścią i niechęcią innych, nieprzejednanym stanowiskiem tych, którzy pamiętają mu złamanie bojkotu telewizji w okresie stanu wojennego, gdy zgodził się na przeniesienie do Teatru TV spektaklu teatru lubelskiego, którym wówczas kierował. Los zamieszał w tyglu postaw i wartości i rekomendowany przez dotychczasowego prezesa ZASP – Olgierda Łukaszewicza na stanowisko prezesa związku Ignacy Gogolewski wygrał wybory. Jakie są najpilniejsze zadania przed nowym prezesem ZASP?

Uspokojenie bulgoczących niezdrowo wód. Wewnątrz stowarzyszenia nie może być rozłamu, kłótni, ustawicznego powracania do jakichś zaszłości. Sprawa, o której było tak głośno w mediach i środowisku teatralnym jest sprawą sądu, nie moją. Moja przeszłość, która także wywołała jakąś prasową sensacyjkę jest wszystkim znana, powody złamania bojkotu wyjaśniałem już wielokrotnie, za niezawinione krzywdy, jeśli takowe komuś wyrządziłem, przeprosiłem. Uważam sprawę za zamkniętą. To nie czas ani miejsce na negatywne emocje. Skoro, mimo wszystko, wybrano mnie prezesem, to widocznie przewinienia moje nie były aż tak istotne i tak wielkie. Ci, którzy na mnie głosowali zawierzyli mojemu rozsądkowi, doświadczeniu, dobrej woli. Chcę być prezesem pojednania i zgody, nie kłótni, sensacji i niemerytorycznych sporów i animozji.

Co jest najpilniejsze?

Do załatwienia mamy wiele spraw. I wszystkie są bardzo ważne i pilne. Najważniejsza jest integracja środowiska. Śp. Jan Świderski powiedział mi kiedyś: Panie Inku, niech Pan nie wierzy w ogóle w określenie „środowisko”. Niczego takiego nie ma. Środowisko to jestem ja – profesor Jan Świderski i Pan, Ignacy Gogolewski. Natomiast środowisko aktorskie jako środowisko nie istnieje. Czasem, w jakichś dramatycznych okolicznościach skupiamy się, trzymamy się za ręce i może to coś znaczyć. No więc to środowisko, którego nie ma chcę obudzić z letargu, chcę, aby dało o sobie znać, zaczęło wreszcie poważnie i odpowiedzialnie być. Ono w tej chwili grzęźnie w naszej dokuczliwej rzeczywistości, często trudnej, bo wielu aktorów jest bezrobotnych. Chciałbym dodać trochę patosu naszemu stowarzyszeniu. Po 50 latach pracy zawodowej, mam jeszcze energię i chcę doprowadzić do integracji środowiska. Toteż proszę całą brać aktorską, aby pomogła w tym dziele nie tyle mnie, co samej sobie. Ze swojej strony zapewniam, że będę lojalny w stosunku do środowiska, będę pokorny – w moim wieku stać mnie na to. Chciałbym, aby następny zjazd wypełnił resztę mojego życia zadowoleniem, że obecny zarząd dorzucił choćby garść dobrego do tego wszystkiego, co zrobili nasi poprzednicy.

Na naszym 48. zjeździe ZASP wystąpił Cezary Pazura, prezes SAFiTu. Z jego słów jasno wynikało, że chodzi nam o wspólny cel, więc powinniśmy działać razem. Chciałbym, aby koledzy z SAFiT skorzystali z adresu ZASP, Aleje Ujazdowskie 45, zamiast wynajmować pokój gdzieś w Alejach Jerozolimskich. Ten piękny gmach należy także do nich, poprzednie pokolenia przekazały swój majątek całemu środowisku. Chciałbym, aby nasza sala konferencyjna na pierwszym piętrze zamieniła się w miejsce wielopokoleniowych spotkań.

Jedna duża organizacja zamiast kilku mniejszych?

Niekoniecznie. Jeżeli koledzy z SAFiTu chcą być stowarzyszeniem autonomicznym, niech tak zostanie. Chodzi o to, byśmy w istotnych sprawach dla środowiska mówili wspólnym głosem. Podjąłem się funkcji prezesa ZASP na 12 miesięcy. Chciałbym przez ten czas zbudować pomost porozumienia. Za rok wejdzie w życie nowy statut ZASP, z daleko idącymi zmianami, i wtedy będzie odpowiedni moment na podjęcie decyzji. Integracja może mieć różne formy. Chodzi o wzajemne zrozumienie, w jakich sprawach zdecydowanie razem, w jakich na własną rękę. ZASP liczy 3000 członków, SAFiT – 100. Siła jest w jedności. Jeżeli nawet będzie kilka autonomicznych, elitarnych, organizacji, to chodzi o to, abyśmy wszyscy potrafili się zjednoczyć w sprawach ważnych dla całego środowiska i występowali w tych sprawach razem.

Jeśli mowa o integracji środowiska, a właściwie o stworzeniu tego środowiska, to trzeba też namówić do współdziałania ludzi młodych…

Musi przyjść młodzież, to nie ulega kwestii. Inaczej będziemy stowarzyszeniem kanapowym, które umrze śmiercią naturalną. Młodzież to uzupełnienie pokolenia, które odchodzi i przejęcie dziedzictwa. W Wielkiej Brytanii już w szkołach teatralnych młodzi wstępują do związków.

Należy jak najszybciej przekonać młodych aktorów do tego, że istnienie ZASPu ma sens, że jest to potrzebna im organizacja, że na jej bazie może powstać środowiskowe lobby, z którym trzeba będzie się liczyć, że ten związek może być obrońcą interesów i instytucją wspierającą ich w biedzie, niedoli, nieszczęściu. Jeśli wszyscy razem – także ci zagonieni – nie siądziemy na chwilę, nie porozmawiamy, czeka nas katastrofa. Już teraz niektórzy politycy pozwalają sobie na lekceważące i obraźliwe publiczne wypowiedzi na temat aktorów. Gdy będziemy nadal udawać, że nic złego się nie dzieje i dbać jedynie o własne egoistyczne interesy i interesiki, to niebawem wyłowią nas jak ryby z saka, ostatecznie skłócą i trzeba będzie wielu lat na odbudowywanie tego, co lekkomyślnie możemy stracić. Przyczyn tego, że aktor nie cieszy się dzisiaj specjalnym prestiżem zawodowym jest wiele, ale jedną z nich jest rozdrobnienie i zagubienie się naszego środowiska jak środowiska. ZASP powinien być naszą siłą, stać się organizacją lobbującą na rzecz aktorów. Dlaczego w innych państwach, np. w Anglii, adepci sztuki aktorskiej już podczas studiów starają się dostać do aktorskiego stowarzyszenia? Młodziutki aktor, często jeszcze nawet nie – aktor, zagra jedną rolę i już występuje z prośbą o włączenie go w poczet związku, bo wie, że to nie tylko podnosi jego prestiż zawodowy, ale i w różnych trudnych sytuacjach życiowo – zawodowych właśnie związek stanie w jego obronie, czy będzie mu służył pomocą. Aktorowi nie zawsze świeci słońce – to zawód tak kapryśny, jak aura.

Drzwi Związku Artystów Scen Polskich dla młodych aktorów są szeroko otwarte. Uczestniczyłem w 23 festiwalu szkół teatralnych, gdzie miałem możliwość nie tylko przyjrzeć się młodym adeptom sztuki aktorskiej, ale i przedstawić im swój sposób widzenia spraw teatralnych. W przyszłości to przecież to pokolenie będzie tu funkcjonowało. Nie tylko artystycznie, ale i społecznie. Jeżeli się na to nie zdecydują to majątek, który był zbierany przez 85 lat się rozleci. To jest ostatnia szansa.

Pan spełnia posłannictwo, teatr jest w pewnym sensie miejscem uświęconym, aktorzy są jego kapłanami. To dla większości młodych aktorów nie tylko trąci myszką, ale jest nie do zaakceptowania. Aktor w ich pojęciu to człowiek wykonujący konkretny zawód, człowiek do wynajęcia. Nie ma w tym nic świętego, wielkiego, patetycznego, natchnionego.

Nie ma? To niech będzie! Niech ci młodzi ludzie obejrzą się za siebie i określą, skąd są. Przecież… z nas. Właśnie z takich wielkich aktorów jak Jan Świderski, jak Gustaw Holoubek, jak Elżbieta Barszczewska, Zofia Rysiówna, Nina Andrycz, jak Jacek Woszczerowicz, Aleksander Zelwerowicz, Juliusz Osterwa i cała plejada wybitnych polskich aktorów. Oni, czy tego chcą, czy nie, są wpisani w tę tradycję. A nasza tradycja to m.in. pewne natchnienie, misja, posłannictwo. Na czym, bowiem, polega to, że ktoś jest w tym zawodzie artystą wybitnym? Na tym czymś, co wyróżnia go spośród wszystkich dobrze, profesjonalnie wykonujących swój zawód. Zdolności, talent, praca, warsztat i… właśnie ta iskra boża. Oczywiście, można myśleć o aktorstwie tylko jako o zawodzie, ale… takie myślenie nie wróży nikomu wielkości. Jeżeli aktor będzie miał do perfekcji opanowany warsztat, ale nie posiądzie owej iskry bożej, to wybitnym aktorem nie będzie. Nie wierzę, że młodzi ludzie idący do szkół teatralnych nie marzą o tym, by sta się w tym zawodzie kimś wyjątkowym. Tezę, że aktorstwo to zawód, jak każdy inny, a aktor to jedynie człowiek do wynajęcia głoszą ci, których na nic więcej nie stać. Pragnę jednak uświadomić wszystkim młodym ludziom wstępującym na tę trudną i nie usłaną, bynajmniej, różami sławy drogę, że głoszenie wielkich prawd z teatralnej sceny zawsze jest pewną misją, że posłannictwo i katharsis są w ten zawód immanentnie wpisane. Najwyraźniej jest to widoczne w teatrze.

Zresztą, spójrzmy, co dzisiaj cieszy się ogromnym powodzeniem w teatrze? Tym spychanym gdzieś na margines życia kulturalnego teatrze. W Teatrze Narodowym oblegane są niedzielne poranki poezji – trudno na nie zdobyć bilety. Podobnie jest w Teatrze Słowackiego w Krakowie. To o czymś świadczy.

Że dusza powoli się budzi?

Tak. Ludzie zaczynają tęsknić  za poezją, za żywym słowem, za poetyckim natchnieniem, za aktorskim wyrażaniem piękna poezji. Moim zdaniem, następuje powrót do tego, co wzniosłe i szlachetne. Na te spotkania z poezją przychodzi także dużo ludzi młodych. Jestem przekonany, że przyjdzie moment, gdy oni tę zerwaną nic pokoleniową, zerwaną nic tradycji podejmą.

Dziś szkoły teatralne przygotowują młodych ludzi raczej do pracy w filmie, telewizji, do grania w telenowelach, serialach, reklamach itp.

To nas niepokoi. Nie ma nic złego ani nagannego w graniu w reklamach czy telenowelach, ale…To teatr daje warsztat, to z teatru dawniej szło się do telewizji, bo było wiadomo, że jeśli ktoś jest dobry w teatrze, to nie skompromituje się ani w filmie, ani w telewizji. To nieprawda, że w telenoweli czy reklamie niepotrzebne jest porządne, dobre aktorstwo. To inna gra, ale gra a nie, jak się stara wmówić młodym ludziom po prostu codzienna naturalność. Prawda do kamizelki w sztuce zawsze funkcjonowała i funkcjonuje, ale nie powinna ona być tylko ilustracyjką z dnia codziennego przechodnia z ulicy czy sąsiada zza ściany.

I poklepaniu mnie po ramieniu, że tam, na ekranie też żona i dzieci cierpią, bo mąż i ojciec jest pijakiem…

No właśnie.

Do seriali, reklam, telewizji poprzez teatr. Tylko dziś niewielu młodych aktorów ma szansę dostać się do teatru i wyżyć z teatralnej gaży…

To prawda, ale… Zdecydowana większość absolwentów szkół teatralnych pragnie się dostać do stolicy, ewentualnie pozostać w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu. Szansę na szybki sukces finansowy i zawodowy daje Warszawa. Gdyby jednak wykształcenie szło w kierunku teatralnym, to na 100 teatrów, które istnieją w naszym kraju jakaś praca dla nich by się znalazła. Jeżeli wykształcenie idzie w kierunku „sukces jutro”, to jest to trudne, bo tam jest ciasno. Kiedy wykładałem w szkole teatralnej część rocznika 1972 zaprosiłem do teatru katowickiego, którym wówczas kierowałem. To był ostatni akt tego, co kiedyś robił Aleksander Zelwerowicz zabierając ze sobą rocznik do teatru w Wilnie. To była dalsza edukacja., Aktor po szkole nie jest przygotowany do grania, to tylko wstęp. Większość kolegów, którzy wtedy pojechali ze mną do Katowic dziś zajmuje znaczące pozycje w tym zawodzie. Hanuszkiewicz wypromował na scenie Olbrychskiego, Kolbergera, Dykiel, bo ich dostał, bo oni mieli tę szansę dalszego uczenia się i rozwijania skrzydeł. Leon Schiller nad grobem Kazimierza Kamińskiego powiedział znaczące słowa: „My wszyscy z Niego”. Każdy chce mieć swoje korzenie, to nieprawda, że młodzi ludzie pragnąc być znikąd i z nikogo. Oni też poszukują ideałów, tęsknią za nimi, potrzebują autorytetów. Wystarczyło popatrzeć na młodzież, nie tylko naszą, ale całego świata, gdy umierał nasz wielki papież.

Jako prezes ZASP pragnę podjąć temat kształcenia aktorów z akademiami teatralnymi. Drugi temat to możliwość dotarcia do młodzieży poprzez ludzi, do których zwróci się w tej sprawie ZASP. To muszą być świetni teoretycy, ludzie o uznanym autorytecie, mający ogromną wiedzę dotyczącą historii, mistrzowie wiedzy teatralnej. Oni będą mieli za zadanie uświadomienie młodzieży, jaka była geneza ZASP, po co ten związek powstał, jak on działał i w czyim imieniu działał, jaki powinien być dzisiaj. Teraz jest szansa, żeby młodzi ludzie zaczęli się tym interesować. Wiem, że zaraz padnie pytanie: Co ja z tego będę miał? Jeżeli powstanie ten związek, który w przyszłości będzie przypominał związki i stowarzyszenia funkcjonujące w Europie, to aktor będzie z tego także i „coś miał”.

Mówi Pan i mistrzach, o autorytecie. Tylko, że mistrzowie praktycznie zniknęli z dzisiejszej telewizji, teatr telewizji wyraźnie umiera…

Telewizji w tej chwili bardziej zależy na ilości reklam niż na ilości przedstawień teatru telewizji. Słyszałem, że kierownictwo programu I planuje 12 przedstawień w ciągu roku. Kiedyś było 150. Kiedyś w sezonie miałem 6 teatrów w teatrze TV, dziś, gdy mam jeden to jestem zadowolony. Czy teatr telewizji naprawdę umiera, czy po prostu celowo doprowadza się do jego agonii? Czy ktoś z telewizji zapytał telewidzów o to, czy chcą oglądać spektakle teatru telewizji..?

Czy aktorzy średniego i starszego pokolenia znaleźli się za drzwiami telewizji? Nie. Proszę spojrzeć; jesteśmy zapraszani do telewizji nie tylko jako aktorzy. Gramy w serialach i telenowelach. W tym coś się budzi, twórcy telewizyjnych seriali także zaczynają dostrzegać to, że nie wystarczy tylko ładna buzia i owa codzienność. Gram w serialu „Na dobre i na złe” rolę Dziadka i jestem z tego zadowolony. W serialu gra się inaczej niż w innych gatunkach telewizyjnych czy filmowych. Trzeba być tego świadomym. Naturalność, „prawda do kamizelki”… Aby grac naturalnie – to paradoks sam w sobie – trzeba mieć duże doświadczenie i naprawdę dobry warsztat aktorski.

Kultura dzisiaj nie jest na topie…

No właśnie. Chodzą słuchy, że Ministerstwo Kultury jest niepotrzebne, że zostanie zlikwidowane. Gdy to słyszę, to pytam: na jakim świecie ja żyję? Czy nadchodzi już czas, by powiedzieć, jak wielki Jerzy Leszczyński: pora umierać?

Gdy tak będzie, to chyba większość społeczeństwa stwierdzi, że czas umierać! W innych krajach tego rodzaju ministerstw nikt nie zlikwidował…

We Francji w rządzie ministerstwo kultury jest na pierwszym miejscu po lewej stronie, po prawej pierwsze jest ministerstwo spraw zagranicznych i finansów. To o czymś świadczy. Opierając się na związkach między naszymi krajami można by coś z historii zaczerpnąć? Jest tylu wspaniałych, mądrych, utalentowanych ludzi – czyżby rzeczywiście nie przetrzeć oczu?

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Justyna Hofman – Wiśniewska

P.S. W kolejnych edycjach „YORICKA” będą regularnie zamieszczane wiadomości z Alei Ujazdowskich 45 i wypowiedzi prezesa ZASP – Ignacego Gogolewskiego.

Dodaj komentarz