ODSZEDŁEŚ, A IDZIESZ PRZEDE MNĄ WCIĄŻ

„Znaki bliskości” Jana Pawła II

„…odszedłeś, a idziesz przede mną wciąż” – tak Karol Wojtyła zapisał myśli Weroniki, która oddała posługę obtarcia twarzy Chrystusowi na drodze krzyżowej w poemacie Odkupienie szuka twego kształtu…. Myśl Karola Wojtyły wyraża dokładnie i doskonale, to, co sam chciałbym wyrazić tuż po odejściu Jana Pawła II: już odszedł, a wciąż idzie przede mną. Idzie przed nami wszystkimi.

Weronice, która okazała mu miłosierdzie, Chrystus zostawił swój obraz na chuście, jako – jak pisze w tym samym poemacie Karol Wojtyła – „znak bliskości.” A on sam Karol Wojtyła-Jan Paweł II, przechodząc przez ten świat, zostawił nam swoje „znaki bliskości” w postaci ogromnego bogactwa duchowego i intelektualnego, obfitej spuścizny myśli, nauk, wskazań, osobistego przykładu, zachowań, a nawet gestów, jak ten całowania ziemi, gdziekolwiek stąpił na swej pielgrzymiej drodze. To bogactwo zostało zapisane w książkach i dokumentach, utrwalone na kliszach i w komputerowych dyskach, a zarazem przeniknęło do ludzkich serc i umysłów, stało się integralną częścią skarbnicy ducha i kultury ludzkości. Jest dostępne. Przez lata i wieki będzie można z niego czerpać energię duchową, strawę intelektualną, materiał do badań, zaczyn dla rozmyślań, oraz drogowskazy do modlitwy. Z bogactwa tego pragnę, na gorąco, spróbować dotknąć jednej tylko struny duszy Jana Pawła II: struny artysty.

Dzieła artystyczne Jana Pawła II

Był najpierw recytatorem i aktorem przedstawień szkolnych w Wadowicach. Potem, aktorem krakowskiego Teatru Rapsodycznego, grupy amatorskiej, wyznaczającej sobie jednak bardzo trudne, zawodowe, a zarazem szlachetne i niecodzienne cele. Bardzo młodo zaczął też pisać poezje i, acz sporadycznie, kultywował tę formę przez całe życie, od Renesansowego psałterza (1938-39) do Tryptyku rzymskiego (2002). Wcześnie w jego twórczości pojawił się też dramat. Jest autorem młodzieńczych: Hioba (1940) i Jeremiasza (1940), a następnie dzieł dojrzałych: Brata naszego Boga (1945-1950), Przed sklepem jubilera (1960) i Promieniowanie ojcostwa (1964). Wypowiadał się także w – swoiście uprawianej – krytyce teatralnej. W późnych latach swego pontyfikatu napisał po kolei cztery książki będące rozważaniami nad bardzo rozległą problematyką teologiczną, eklezjologiczną, historiozoficzną i kulturową, wywodzące się jego osobistego doświadczenia i zawierające liczne wspomnienia. Są to: Przekroczyć próg nadziei (1995, odpowiedzi na pytania Vittoria Messoriego) Dar i tajemnica (1996), Wstańcie, chodźmy! (2004) oraz Pamięć i tożsamość (2005).

Jan Paweł II praktykował, tak jak Norwid, poezję intelektualną. Dominuje w niej swoista "walka ze słowem," przewód myślowy, dyskurs, medytacja, trudna symbolika, częste odwołania biblijne. Wojtyła-pisarz stale niejako wadzi się ze słowem, starając się wydobywać jego sensy ukryte lub zapomniane, przestrajał jego brzemienia, nadawał mu nowe znaczenia. Za drogowskazy wiodące do zrozumienia walki Karola Wojtyły ze słowem można uznać tytuły pierwszej i trzeciej części poematu o Jakubie i jego walce z aniołem: Opór stawiany wyrazom przez myśl oraz Opór stawiany myślom przez wyrazy. W poemacie tym Wojtyła z jednej strony ustawia "prawdę", a z drugiej strony "słowo," które nie może "unieść" ciężaru „prawdy”. Dalej mówi zaś o cierpieniu, z jakim trzeba "przedzierać się przez znaki// do tego, co ciąży w głębi".

Jego dramaty Hiob i Jeremiasz próbują znaleźć w Biblii odpowiedzi na współczesne pytania o sens okrucieństwa toczącej się wokół wojny i związanego z nią ludzkiego cierpienia. Losy Izraela są w nich metaforycznie przyrównane do losów Polski. Swe dramaty dojrzałe, sam autor określa jako „studium” – tak pisze we wstępie do Brata naszego Boga, „medytację” – Przed sklepem jubilera, albo „misterium” – Promieniowanie ojcostwa. Podobnie jak w liryce, dominują w nich rozważania, analizy, dyskurs intelektualny. Gardzą zewnętrznymi wydarzeniami i spięciami. Zaglądają raczej do dusz postaci, które szukają prawdy o sobie samych, o swych relacjach z innymi i z Bogiem.

Czytając na nowo poezje i dramaty, a także refleksje i wspomnienia spisane przez Jana Pawła II prozą pozostaje się pod przemożnym wrażeniem powiązań pomiędzy różnymi jego utworami. Zarazem – gdy przypomni się jego encykliki, listy apostolskie, homilie i modlitwy – rozumie się, że w sposób integralny należą one całokształtu jego dzieła i życia.

Jedność dzieł twórczych Jana Pawła II

W ten sposób utwory literackie pomagają zrozumieć, że dwa zasadnicze powołania – kapłańskie i twórcze Jana Pawła nawzajem się stale przenikały, stanowiły jedność. Tak też, nierozdzielnie, powiązane ze sobą były różne wymiary jego kapłaństwa: mistyczny, chrystologiczny, nauczycielski, pasterski. Jego doświadczenie życiowe – artysty, robotnika, uczonego, nauczyciela akademickiego, duszpasterza było także wewnętrznie spójne i ciągłe, stanowiło fundament wszystkiego, co czynił i mówił, jak żył i jak dążył do świętości. Również jego wysoka świadomość twórcza, dążenie do maksymalnej precyzji i ekonomiki zarówno wypowiedzi, jak działania cechowały wszystkie jego dzieła – utwory poetyckie i naukowe, jego homiletykę i encyklik, napisane przez niego modlitwy. Świadomość i konsekwencja cechowały również jego postępowanie i decyzje, łącznie z tą ostatnią: aby odejść do Pana z tego miejsca, w którym – i duchowo, i fizycznie – Pan go postawił: ze stolicy Piotrowej, z Watykanu.

Wiele jest tych arterii łączących w nim samym artystę z wyznawcą, teologiem, uczonym, pasterzem, świętym. Owa duchowa, a także kulturowa (wyrażająca się w stylu życia) integralność, wewnętrzne zharmonizowanie oraz jedność nauczania i postępowania, Karola Wojtyły-Jana Pawła II, uczyniły go tak uderzającym i przekonującym znakiem, przykładem i wzorcem do naśladowania. Także dlatego, stał się tak radykalnym „znakiem sprzeciwu” w świecie rozbitym, skłóconym, skłaniającym się do relatywizmu moralnego, „zdekonstruowanym” filozoficznie, ideologicznie i estetycznie.

Owa jedność i „całość” Karola Wojtyły-Jana Pawła II jest podstawową wskazówką, gdy przystępuje się do czytania, badania jego dzieł artystycznych. Nie można na przykład jego wierszy, czy dramatów rozpatrywać tylko jako literatury. Są, bowiem zarówno zanurzone w całą jego duchowość, jak i nierozerwalnie związane z całokształtem jego twórczości i życia. I nie można ich rozkładać – to na poezję, to na teologię, to na katechezę. Jego utwory literackie należy, zatem czytać przez pryzmat innych jego pism, a te niezliczone, inne pisma, otwierają drogę do zrozumienia jego utworów literackich.

Można wszakże wskazać (jest to oczywiście materiał na całe osobne studium), jak doświadczenia i dzieła artystyczne Jana Pawła II znajdowały odbicie w jego kapłaństwie i posłudze piotrowej.

Talent i praktyka aktorska, czy to na scenie szkolnej, czy w zaciszu salonów w czasie konspiracyjnych przedstawień pod niemiecką okupacją przygotowały go jakoś – przecież nie bezpośrednio – do publicznego bycia sobą wobec milionowych tłumów i porywania ich słowem, do „mówienia i czynienia prawdy wobec świadków” (jak to formułował Osterwa). Twórczość dramatopisarza, który buduje w swej wyobraźni całe skomplikowane widowiska, widzi „wielkie, powietrzne przestrzenie” (jak napisał Wyspiański), w których sam przesuwa tworzone przez siebie postaci, dały mu – po latach – swobodę zarówno kreowania jak uczestniczenia w wielkich spektaklach zbiorowych w świątyniach, na placach, czy stadionach świata, podnoszenia milionów dusz ku Bogu, sprowadzania na nie Ducha (jak wołał na krakowskich Błoniach) i wspólnotowego celebrowania chrześcijańskiej caritas. Istnieje także jakaś – nieprosta, jednak niewątpliwa – linia łącząca jego poezje z homiliami i publicznymi modlitwami, bowiem w jednych i drugich przesuwał niejako granice słowa, starając się wyrazić niewyrażalne zarówno przy pomocy dyskursu jak symbolu. Podobnie jak pobożność chłopca-ministranta – który z okna rodzinnego domu widział, ile razy spojrzał, nawę kościoła, tuż, po drugiej stronie wąskiej uliczki, i boczne drzwi do niego, i wystarczyło tylko zbiec ze schodów, tylko jedno piętro, i już ta uliczka, i te drzwi, a za nimi dom Boży – tak, ta pobożność ministranta z Wadowic, stała się podwaliną świadectwa wiary kapłana, potem następcy Piotra. Studia teologiczne w tajnym seminarium w Krakowie i w rzymskim Angelicum przygotowały go do – mających nastąpić po latach – prac soborowych i do pisania encyklik.

Artystyczny testament Jana Pawła II

List do artystów

Po przytoczeniu owej norwidowskiej formuły pisał w Liście do artystów: "Kto dostrzega w sobie tę Bożą iskrę, którą jest powołanie artystyczne Ä powołanie poety, pisarza, malarza, rzeźbiarza, architekta, muzyka, aktora Ä odkrywa zarazem powinność: nie można zmarnować tego talentu, ale trzeba go rozwijać, ażeby nim służyć bliźniemu i całej ludzkości.” Piękno, jak wyjaśniał, nadaje widzialny kształt dobru. Dobro i piękno nawzajem się warunkują: piękno jest dobre, a dobro jest piękne. Warto sobie to uświadomić w świecie, który w kinach, telewizji i Internecie, a także na scenach, ukazuje tyle zła i brzydoty. Zło nie może być piękne. Niejednokrotnie ubierane jest jednak w szaty piękna. Ale jest to fałsz i pozór. Zaś brzydota, z samej istoty, nie może zawierać dobra.

Formułę z Promethidiona, łączącą w jedno piękno-pracę-zmartwychwstanie, Jan Paweł II wykorzystał następnie, aby uświadomić artystom ich podstawowe powinności: traktowanie twórczości jako służby Bogu i ludziom, obowiązek rozwijania talentu, jeżeli już Bóg kogoś nim obdarzył, oraz obowiązek spożytkowywania go w sposób odpowiedzialny, a więc taki, który prowadzi ludzi do Boga. Dalej Papież pisał: "Odrębne powołanie każdego artysty określa pole jego służby, a zarazem wskazuje zadania, które go czekają, ciężką pracę, do której musi być przygotowany, i wreszcie odpowiedzialność, którą winien podjąć. Artysta świadomy tego wszystkiego wie także, że musi działać nie kierując się dążeniem do próżnej chwały ani żądzą taniej popularności, ani tym mniej nadzieją na osobiste korzyści. Istnieje zatem pewna etyka czy wręcz <<duchowość>> służby artystycznej, która ma swój udział w życiu i odrodzeniu każdego narodu".

Nie można, przypominając List do artystów, nie podkreślić, że w dokumencie tym, a także przy wielu innych okazjach, Jana Pawła II, cytując Norwida, czy Mickiewicza otwierał niejako ich twórczość dla całego świata.

Wspominając Jana Pawła II

Pisząc o Janie Pawle II w dniu jego śmierci, nie mogę nie dziękować Bogu, że miałem niezasłużony przywilej i opatrznościową łaskę być kiedyś w jego pobliżu, w studenckiej grupie zwanej „Święta Lipka.” Choć był profesorem, potem biskupem, kardynałem mówiliśmy do niego w tej grupie „Wuju.” Zawsze miałem wątpliwości, czy to nie brak szacunku. Ale on to akceptował, a nawet życzył sobie żeby tak się do niego zwracać. Był to zresztą również kamuflaż. Bo mówiliśmy tak często o nim, gdy nie był obecny, odwołując się do jego słów, myśli, kazań, nauk, książek i – „Wuj” – to był kryptonim pozwalający swobodnie się na niego powoływać, mówić o nim bez zwracania specjalnej uwagi na korytarzu, w pociągu, na stacji, w schronisku. „Wuj powiedział… Wuj cię pozdrawia… Czy Wuj przyjedzie?” Dla obcych było to niedostępne. Naturalnie etatowi donosiciele wiedzieli. Ale i my wiedzieliśmy, kto etatowo donosi. Zapewne nie zawsze. Ale jednak to się bardzo przydawało. Więc "Wuju" Ä zamiast "proszę księdza profesora," "ekscelencjo," potem "eminencjo," zamiast "księże biskupie," czy "księże kardynale." Po prostu "Wuju". Bo i jakże było mówić inaczej, gdy to seminarium z etyki odbywało się w kącie jadalni schroniska, a ten referat metodologiczny był przedstawiany przez kogoś z nas i przez niego komentowany nad wodą, na łące i profesor eminencja przysiadł na kapoku wyciągniętym z kajaka, gdy ta dyskusja filozoficzna toczy»a się na skraju boiska do siatkówki, po rozegranych ostrych trzech setach i on ma taką jak wszyscy koszulę przepoconą i zakurzone spodnie od dresu. Gdy to rekolekcyjne rozważanie, a potem pytania do ojca duchownego, brzmią w nocnej ciszy, przerywanej tylko trzaskaniem suchych gałązek w ognisku. A i w sali wykładowej tak samo. I na ambonie. I przy ołtarzu. Nie był daleko. Nie był daleki. Nie wytwarzał dystansu, nie ustawiał barier, nie obnosił się, nie celebrował sam siebie. Tylko był sobą. To uderzało najbardziej, gdy się modlił. Przed posiłkiem w jadalni. W ośnieżonym lesie, stojąc na nartach. I tak samo, zupełnie tak samo, później, już jako Papież, przy stole Pańskim, wyniesionym wysoko nad tłumy. Po prostu był. A teraz go nie ma. Tutaj. Zabrakło kogoś z rodziny. Zabrakło go milionom rodzin na świecie. Całej rodzinie ludzkiej. Ale wierzymy, że jest tam, w tym wielkim „domu Ojca, w którym jest mieszkań wiele”. Tam mamy do niego dążyć, tam mamy się z nim znów spotkać w „świętych obcowaniu”.

W jego stosunku do każdego pojedynczego człowieka, było coś osobistego i osobowego. Czy rozmawiając z nim w cztery oczy, czy stojąc daleko, w ogromnym tłumie, można było mieć pewność osobistego, bezpośredniego kontaktu. Było to niezwykłe doznanie: on, teraz, w tej chwili mówi do mnie i tylko do mnie. Skupia całą swoją uwagę na mnie. Zwraca się tylko do mnie. Jestem wybrany. Podniesiony. Ale jakimś przedziwnym sposobem inni nie są wykluczeni. Inni też są. Tak samo ważni i wybrani. Każdy pojedynczo. Potrafił tak mówić do każdego pojedynczego człowieka w wielomianowym tłumie.

W zakończeniu do mego Dnia świadectwa napisałem: „I wtedy znów księdzu Andrzejowi przypomniały się słowa Papieża, te proste i wielkie słowa wypowiedziane zaraz na początku pontyfikatu: „Nie lękajcie się!”

Wezwanie do młodych i do starych, do małżonków i do dzieci, do zagubionych i do wątpiących, do zrozpaczonych i zalęknionych, do chorych i umierających, do całej ludzkości. Prorockie wezwanie, wydobyte z głębin Izajasza: "Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą." Chrystusowe umocnienie, skierowane do Apostołów przy Ostatniej Wieczerzy: "Nie lękaj się trzódko mała!" Przeniesione w nasz czas: „Nie lękajcie się!”

Nie lękajcie się, ponieważ jesteście odkupieni. Nie lękajcie się, bo jest z wami Matka Boża, która się nie lękała. Nie lękajcie się, bo nie lękali się apostołowie, męczennicy i święci. Nie lękajcie się, bo światło w ciemnościach świeci i żadne ciemności nie potrafią go przemóc. Nie lękajcie się, bo potęga Chrystusowego krzyża i zmartwychwstania jest większa od wszelkiego zła. „ Nie lękajcie się!”

Duch Boży dał te słowa człowiekowi powołanemu na papieskie posługiwanie z "dalekiego kraju" jako miecz i tarczę, jako pochodnię i siewne ziarno. Te słowa przekazuje on miliardom ludzi i wedle tych słów postępuje sam. Głosi je od dwudziestu pięciu lat i głosił je będzie już zawsze. Bo nawet, gdy on sam nie będzie już mógł dobyć głosu, to słowa te będą nadal brzmiały w sercach: „Nie lękajcie się!”

Kazimierz Braun

Pisząc ten artykuł korzystałem z licznych źródeł w tym zwłaszcza z dzieł literackich Karola Wojtyły zebranych w tomie Poezje, dramaty, szkice, ze wstępem Marka Skwarnickiego, pt. Poetycka droga Papieża Wojtyły. Wydawnictwo Znak, Kraków 2004; z licznych książek i dokumentów Jana Pawła II, m.in. jego Listu do artystów: List Jego świątobliwości Jana Pawła II do artystów. Watykan, 4 kwietnia 1999 r. Wg.hhtp://www.vatican.va/holy_father/ john_paul_ii/letters/coduments/hf_jp-ii_let_23041999; z jego wypowiedzi: Jan Paweł II o Cyprianie Norwidzie w 180 rocznicę urodzin poety, zawartej w książce Norwid bezdomny. W 180 rocznicę urodzin poety, pod redakcją Jacka Kopcińskiego, Instytut Dziedzictwa Narodowego, Warszawa, 2002; z mojego artykułu pt. Norwidowa część w” całości” Jana Pawła II, złożonego do druku w czasopiśmie „Ethos” publikowanym przez Katolicki Uniwersytet Lubelski; z mojej książki Dzień świadectwa, przygotowywanej do druku w Wydawnictwie Św. Wojciecha w Poznaniu.

 

Dodaj komentarz