Drugi Odys

Ostatni spektakl Jerzego Grzegorzewskiego

Choć w Krakowie rozpoczął artysta prace nad nową inscenizacją „Krzeseł” Ionesco – tego przedstawienia nigdy nie zobaczymy. Ostatnie, jakie pozostawił, rodzaj tragicznego testamentu, to spektakl autorski w Teatrze Narodowym „On. Drugi Powrót Odysa”. W tej smutnej chwili przypominamy ten niezwykły spektakl.

Monolog też jest dialogiem

Teatr zawsze stał dialogiem, chociaż u jego początku, przynajmniej europejskiego, był jeden monologujący aktor. Takim mocnym monologiem-spowiedzią okazał się fascynujący, choć niełatwy w odbiorze spektakl Jerzego Grzegorzewskiego „On. Drugi powrót Odysa” w Teatrze Narodowym, oparty na emocjonalnym i głębokim tekście córki artysty, Antoniny Grzegorzewskiej („On”) oraz wariacjach osnutych na „Powrocie Odysa” Wyspiańskiego.

Oto On (Jerzy Radziwiłowicz) rachuje się ze sobą i światem, ze swoja sztuką, szuka sensu istnienia, rozlicza z własną słabością (alkoholizm), lgnąc do porozumienia z córką. Oto On Drugi, czyli Odys (Wojciech Malajkat), jak zawsze wraca do Itaki, nieodwołalnie, gna go wewnętrzny imperatyw, inaczej być nie może, trzeba wrócić do pępowiny, nawet jeśli droga omylna. Oto On Trzeci, Sinobrody (Jan Englert), reżyser i aktor, za którym jak pawi ogon ciągną się role i spektakle, próbuje ten świat uporządkować za pośrednictwem teatru. A wokoło komedianci, ladacznice, syreny, zalotnicy, żołnierze, żony, siostry, kochanki i córki, cały ten zgiełk świata, który wciąż domaga się odpowiedzi. On mówi; „Ja to ktoś inny”. Być może droga do Itaki jest złudzeniem, być może wcale nie ma Itaki, może jest tylko śmierć. On mówi: „Niepojęte, że ocalenie jest śmiercią”. Sinobrody strzeże drzwi, za którymi czeka śmierć.

Jednanie się artysty z przeznaczeniem, ze śmiercią, to główny motyw ostatnich przedstawień Grzegorzewskiego. Radziwiłowicz niczym Kaliban z „Morza i zwierciadła” mierzy się z losem, zmaga z tym, co nieuchronne, tym razem miotając oskarżenia pod adresem artysty, który nie potrafi okazywać miłości. Między wyrzutkiem, kloszardem, strzępem człowieka (On), który sam siebie spycha na margines życia wśród kubłów asenizacyjnych, a mitycznym herosem (Odys), który symbolizuje czystość, między odpadem śmietniska a piecem chlebowym pojawia się zmęczony mentor (Sinobrody): „Protestuję, neguję, interweniuję”, złości się niczym duch Tadeusza Kantora, prowadzącego na smyczy swoich aktorów i Odysa, który nie może trafić do domu.

Kilka powalonych rzędów foteli teatralnych wygląda jak pobojowisko, przy pulpicie reżysera-dyrygenta kartki bez znaczenia, w głębi kontenery na odpadki, piec chlebowy,  z lewej fortepian spreparowany, z prawej pojawi się karoseria spalonego samochodu, żagiel Odysa, cela, w której przebywa On, pielęgniarze. Błyski jęzorów ognia, odgłosy wystrzałów, Dantejskie piekło na ziemi, w duszy artysty, nękanego swoją słabością i tęsknotą.

Zadziwiające, piękne przedstawienie, zakotwiczone w tradycji polskiego teatru, w twórczości Grzegorzewskiego i zarazem boleśnie osobiste wyznanie. Trzeba mieć wielką odwagę, aby tak stanąć przed publicznością, zawierzając jej swoje najskrytsze obsesje i mroki, a jednocześnie nie pozwalając na posępną kontemplację zła – Grzegorzewski zawsze cenił sceniczny żart, chroniąc się przed nadmiarem wzruszeń w operetkowej błazenadzie. To pozwala na tym przedstawienia oddychać.

Tomasz Miłkowski

Antonina Grzegorzewska, On, Jerzy Grzegorzewski, Drugi Powrót Odysa, reżyseria i scenografia Jerzy Grzegorzewski, muzyka Stanisław Radwan, kostiumy Barbara Hanicka, światło Mirosław Poznański

Tekst ukazał się pierwotnie na łamach „Trybuny”

Dodaj komentarz