Więź w Studiu

Triumfalny powrót Ewy Błaszczyk
Więź, czyli żelazo

W wersji oryginalnej sztuka Rony Munro „Więź” nosi tytuł „Iron”, czyli Żelazo. Nie przypadkiem. Autorka bowiem ukazuje, jak silna, niczym żelazo, jest więź spajająca córkę i matkę, nawet jeśli wydawało się, że nic już z tego związku nie pozostało. Oto po 15 latach córka odwiedza swoją matkę, odsiadującą dożywocie za zamordowanie męża. Nie jest to wprawdzie takie pewne, do końca nie dowiemy się, jak było naprawdę, co doprowadziło matkę do tej straszliwej zbrodni.
Początkowo spotkanie po latach nie klei się, obie kobiety zmieniły się, ale potem krok po kroku związek krwi bierze górę. Z czasem wizyty stają się jedynym motorem życia dla więźniarki, co zrozumiałe, bo dzięki córce, pośrednio, przeżywa na nowo świat, z którego została wykluczona. Ale i córka liczy na odtworzenie zepchniętej w niepamięć przeszłości: nie – pamięta niczego, co wydarzyło się przed aresztowaniem matki, w jej pamięci brakuje ważnego ogniwa – dzieciństwa. Z czasem jednak spotkania matki i córki stają się ryzykowne. Jossie podporządkowuje swoje życie matce, ich związek staje się toksyczny, destrukcyjny. Munro ukazała ten proces precyzyjnie, także okiem strażników więziennych, obserwujących z niepokojem, z odcieniem zazdrości, odradzający się związek ”dożywotniej” z córką, przekonanie, że „żelazo” łączące kobiety pęknie.
Autorka jest uważana, sama zresztą to przyznaje, za feministkę. Toteż w sztuce znaleźć można akcenty świadczące o braku równouprawnienia kobiet i mężczyzn, o gorszej pozycji kobiety wobec prawa czy codziennego życia. W „Więzi” jednak liczą się przede wszystkim subtelne portrety matki (Ewa Błaszczyk) i córki (Agnieszka Grochowska).
Obie aktorki sprostały wyzwaniu i przez dwie godziny skupiają bez reszty uwagę na toczącej się między nimi grze. Ewa Błaszczyk wraca rolą Fay na szczyt – po latach mniej istotnych dokonań aktorskich obdarowuje nas pełnym dramatyzmu, energii i mądrości portretem kobiety pogodzonej z losem, która na parę chwili rozkwita tęsknotą do pełni życia, Agnieszka Grochowska jako Josie potwierdza swoją wielką wrażliwość i otwarcie na drugiego człowieka, na scenicznego partnera. Obu aktorkom towarzyszą jako strażnicy Izabela Szela i Aleksander Bednarz, przydając scenom z ich udziałem niepokojących, mrocznych barw, kiedy snują refleksje o ludzkiej naturze i kiedy sami objawiają drzemiącą w nich agresję.
Ten spektakl trzeba zobaczyć – to kolejna sonda teatru w skrywane zakamarki ludzkiej duszy, jeszcze jedna poruszająca opowieść o miłości.
________________________________
Rona Munro, „Więź”, inscenizacja i reżyseria Zbigniew Brzoza, kostiumy Dorota Kołodyńska, muzyka Jacek Grudzień, Teatr Studio

Dodaj komentarz