Romeo i Julia Józefowicza-Stokłosy

„Romeo i Julia”, musical Janusza Józefowicza i Janusza Stokłosy to nie jest mój teatr. Sztuką byłoby wystawienie dzieła Szekspira w formie musicalowej, ale wedle tekstu genialnego Stradfordczyka. Józefowicz wybrał jednak drogę swobodnej przeróbki, która balansuje między kiczem i słaba literaturką. Tu nawet nie chodzi o wyśmiewaną już z przez recenzentów kwestię „Tybalt, bez jaj”, mającą być rękojmią nowoczesności tekstu, ale tzw. całokształt. Mamy bowiem do czynienia z porażającym uproszczeniem. Rzeczą o tyle przekomiczną, że to przecież Szekspira oskarżano o niski gust, schlebianie mało wyrafinowanym potrzebom plebsu i psucie smaku. Okazało się wszakże, że to co psuło smak u progu XVII w. – cztery wieki później jest „za trudne” i wymaga przełożenia na język prostszy, a złożoność stosunków, psychiki bohaterów i powiązań między losem młodych i grą interesów starszego pokolenia domaga się zastępstwa przez hollywoodzką intrygę. Niezależnie od tej głównej pomyłki Józefowiczowi nie udało się wypełnić przestrzeni Torwaru, gdzie ustytuowano akcję sceniczną. Mimo wielu sztuczek (wprowadzenie samochodów, ogni sztucznych, dymów i huków) nie dało się ukryć oszczędności w chórze i balecie. Gwoli jednak prawdy dodać trzeba, że młodzież, odwiedzająca tłumnie widowisko, siedzi jak zaczarowana. Czy zacierać ręce, że w ten sposób Józefowicz wychowuje młode kadry dla Szekspira? Wątpię. Może się tak zdarzyć, ale na pierwszy rzut oka widać, że związek widowiska z Szekspira jest nader wątly.

Dodaj komentarz