Letni Letnicy

W warszawskim Powszechnym – „Letnicy”, dawno nie widziana sztuka Gorkiego. Od czasu telewizyjnego „Na dnie” Holoubka nie widziano chyba w Polsce wartego wspomnienia spektaklu wedle Gorkiego. Tym większy apetyt na ten spektakl. Pomysł przełożenia „Letników” Gorkiego na współczesność sam w sobie jest godny uwagi. Sęk w tym czy Grzegorzowi Wiśniewskiemu się powiódł? Otóż – nie. Reżyser pozbawiwszy sztukę rosyjskiego kontekstu, usytuowawszy akcje w przestrzeni i czasie bez mała mitycznym (jakaś współczesność). Zabieg „derusyfikacji” okazał się zatem jałowy, nie dając w rezultacie nowych, silnych odniesień, jak wiadomo „wszędzie” może znaczyć „nigdzie”. Reżyser nie poradził sobie z własnym pomysłem, który potraktował z przymrużeniem oka. Wybudował bowiem na scenie przekrój poprzeczny wielkiej przyczepy kempingowej, supernowoczesny caravaning (bez czwartej ściany) prysznicem, kanapka, kuchnią itp., aby w pewnym momencie nakazać robotnikom teatralnym przesłonić wnętrze czwartą ścianą – zresztą budowla ta stała w niejakiej sprzeczności z symbolicznym potraktowaniem przestrzeni poza wnętrzem przyczepy. Była to więc zabawa dla zabawy. Ale pal to licho – najgorzej, że zdezorientowani aktorzy nie wiedzieli, co i kogo grają. Nader ciekawe i zróżnicowane zbiorowisko zagubionych inteligentów z „Letników” stało się grupą ospałych marionetek Jedynie Edyta Olszówka (Olga) stworzyła postać w pełni wiarygodną – przegranej, odtrąconej kobiety, która usiłuje walczyć o resztkę swojego szczęścia, maskująca swoją rozpacz gapiostwem i pozornym roztrzepaniem. Każde jej wejście na scenę to prawdziwe tchnienie prawdy. Reszta jest, niestety, jedynie zapowiedzią możliwości, które nie zostały uruchomione.

Dodaj komentarz