Doktor Haust

Szczerze mówiąc spodziewałem się więcej – po roli w „Pręgach”, odbiegającej
od wizerunku dobrego rycerza lub zbuntowanego młodzieńca (Kordian,
Konrad-Gustaw itp.), a także klasycznej roli szekspirowskiej w „Ryszardzie
II”, Michał Żebrowski zmierzył się z inną materią. Ze współczesnym tekstem („Doktor Haust” wg Wojciecha Kuczoka w reż. Magdaleny Piekorz w Teatrze Studio), pełnym neurotycznego rozedrgania i poczucia zagubienia w świecie, który go odrzucił. Choroba alkoholowa, w którą wpadł psychoterapeuta (tytułowy Haust) dawała dodatkowe możliwości aktorowi, ale wykorzystał je tylko częściowo. Chociaż więc monodram wg prozy Kuczoka jest robotą solidną rzemieślniczo, to zabrakło w nim takiej siły emocjonalnej i wiarygodności, które dawałaby widzowi pełną satysfakcję. W szczególności zawiodła środkowa partia spektaklu, w której Żebrowski występuje w roli psychoterapeuty terroryzowanego przez pacjenta – sposób, w jaki rozmawia z domniemanym chorym, bardziej przypomina metody belfra niż technikę znawcy zakamarków ludzkiej psychiki. Może to oznacza, że Haust popełnia rodzaj samobójstwa, prowokując swego rozmówcę do desperackich czynów? Tak jednak też nie jest, bo Żebrowski jak na prowokatora jest zbyt łagodny.
Jaki mógłby to być spektakl, gdyby było w nim mniej udawania, a więcej
emocji i – paradoksalnie – wyciszenia, pokazuje końcowa partia monodramu, w
której aktor ujawnia swoje ogromne możliwości. Monolog o spotkaniu z
chłopcem, którego traktuje jak utraconego syna, jest doprawdy wstrząsający.
Szkoda, że niewiele Żebrowskiemu pomogła reżyserka, utalentowana Magdalena Piekorz, nie mająca jednak żadnego doświadczenia teatralnego, osobliwie w kategorii jednoosobowej. Mimo nie w pełni wykorzystanej szansy witam tę próbę z monodramem z uznaniem: aktor mierzy wysoko i nie są to ambicje na wyrost.

Dodaj komentarz