O Mistrzu Gogolewskim

Laudacja wygłoszona na uroczystości wręczenia tegorocznej Nagrody im. Boya przyznanej Panu Ignacemu Gogolewskiemu – 10 maja 2004.
Ignacy Gogolewski

Jest to dla mnie prawdziwy zaszczyt, ogromna satysfakcja i autentyczna radość, że mogę otworzyć dzisiejsze spotkanie, na którym Klub Krytyki Teatralnej – polska sekcja AICT – wręczy Panu Ignacemu Gogolewskiemu Nagrodę im. Boya przyznawaną od 1956 r.

Zaszczyt, ponieważ wyróżniliśmy człowieka, któremu niezależnie od mód sezonowych i środowiskowych werdyktów należy się tytuł Artysty Teatru.

Satysfakcja, ponieważ wielokrotnie pisałam i mówiłam o rolach Ignacego Gogolewskiego, nawet wtedy, gdy wielu nadgorliwych, a opiniotwórczych, krytyków raczej milczało, albo wiedziało lepiej.

I wreszcie radość, ponieważ widzę w tej sali grupę prawdziwych entuzjastów tego rodzaju aktorstwa.

Proszę Państwa – dorobek dzisiejszego laureata jest najwyższej rangi. Tylko pobieżny przegląd ról, realizacji teatralnych, telewizyjnych filmowych wykroczyłby nieprzyzwoicie poza granice czasowe wieczoru. Ignacy Gogolewski należy bowiem do ludzi sceny w każdym wymiarze. Reżyserował, dyrektorował, opisywał, nauczał, działał społecznie, ale przede wszystkim grał i gra.

W swojej twórczości nieraz musiał się wadzić, a nierzadko stawiać czoła ekonomii, polityce, rozmaitym etykietom, nawet… straży pożarnej. Idąc tymi śladami można by napisać niejedną teatrologiczną rozprawę, socjologiczne studium oraz – uwagę adresuję do przyjaciół Artysty – niezwykle barwną obyczajową powieść. Ale nie tędy będę dziś Państwa prowadzić. Chciałabym z bogactwa faktów i zdarzeń wydobyć jedynie niewielki, choć znaczący ułamek.

Zacznijmy od kwestii rozległej edukacji artystycznej. Wychowanek Zelwerowicza, Krasnowieckiego, Romanówny, Wyrzykowskiego, Kreczmara trafia w 1953 roku na scenę Teatru Polskiego. Z dyrektorem Bronisławem Dąbrowskim spotyka się przy adaptacji „Lalki”. Tu otrzymuje rolę-legendę w „DziadachBardiniego. Gustaw-Konrad wynosi, wybacz Laureacie, 24-letniego smarkacza na szczyty. I spektakl, i rola obrosły wieloma komentarzami. Natomiast dziś podkreślmy nie tylko szkołę romantyzmu, ale i lekcję tradycji, traktowanego z estymą zawodu oraz praktykę u wielkich solistów. Wszystkie te szczeble młody Gogolewski przerabia właśnie w Teatrze Polskim. Lecz odkrywa też inne rejony wyobraźni. Sezon 1959/60 rozpoczyna na deskach Dramatycznego u Mariana Mellera. Pracuje m. in. z Ludwikiem René, Konradem Swinarskim, Bohdanem Korzeniewskim, Wandą Laskowską. Bierze udział w inscenizacji Sartre’a, Dürrenmatta, Witkacego, Millera.

Kolejny etap stanowią występy w Teatrze Narodowym pod dyrekcją Kazimierza Dejmka. Nadchodzi czas kontrowersyjnego Kordiana, ale i czas interesujących prób szekspirowskich. Czas Racine’a i czas Szaniawskiego. Po gościnnych występach we wrocławskiej realizacji Skuszanki Stanisława i Bogumiła Marii Dąbrowskiej wraca do stolicy. Tym razem na scenę Współczesnego. Pobyt u Axera owocuje rysem wyciszonej psychologicznej charakterystyki przedstawianej w repertuarze Zapolskiej, Szaniawskiego, Williamsa. Następne sezony wyznacza znów Dramatyczny – dyrekcja Jana Bratkowskiego. Okres intensywnych doświadczeń aktorskich – Szekspir, Wyspiański, Anderson. W Sali Prób reżyseruje debiutancki spektakl Śnieg Przybyszewskiego – premiera, jesień 69 roku. Trzy lata później obejmuje pierwszą dyrekcję Teatru im. Wyspiańskiego w Katowicach.

Coraz więcej programów, coraz więcej batalii o zespoły, coraz więcej reżyserii, ale i kolejne wyzwania aktorskie. Przypomnijmy tylko kilka tytułów. Śląskie Kroniki królewskie – reżyseria i rola Zygmunta Augusta. Śląski Świętoszek – rola Tartuffe’a. Lubelski Fantazy – reżyseria i rola tytułowa. Lubelski Iwanow – reżyseria i rola tytułowa.

Dyrekcję katowicką i lubelską przedzielają aktorskie sezony na Karasia 1975-1980. Nowe projekty szekspirowskie. I wreszcie ostatnia dyrekcja: warszawskie Rozmaitości – Wyspiański, Gogol, Iwaszkiewicz, Szaniawski. Przyjmowana z entuzjazmem przez Polonię amerykańską i kanadyjską Gałązka rozmarynu.

Można by długo wyliczać premiery, cytować role, lecz najważniejszy dla naszego spotkania jest plan kierunków, przestrzeń, wśród której zaznacza swoją obecność Laureat. Ignacy Gogolewski wciąż poszukując własnego tonu, coraz uważniej obserwuje otoczenie. To bardzo istotna perspektywa jego aktorstwa. Osobisty rys i otwarcie. Niechże świadectwem takiej postawy będą dwie role z ostatnich aktorskich sezonów – teatry Polski i Narodowy. Krzesła Ionesco – scena na Karasia, oraz Na Czworakach – scena Narodowego. W przedstawieniu Krzeseł – reżyseria Maciej Prus – Gogolewski tak zaistniał, przy niewątpliwej kreacji Niny Andrycz (a jest to już był sam w sobie wyczyn kaskaderski), że widz mógł śledzić strategię podwójnego kreowania świata. Każdy gest prowokował ripostę. Każde słowo wywoływało organiczną reakcję. Z podobną precyzją, balansując równocześnie pomiędzy deformacją, autoironią i diagnozą artysta portretował Laurentego w głośnym spektaklu Kazimierza Kutza. Pospieszny recenzencki osąd uznał tę postać za swoisty „dubel” Szarma z Operetki. A przecież wspólny rys „wyleniałego koguta” stanowi zaledwie fragment Różewiczowskiej postaci. Gogolewski rozszyfrowywał tam własne i niewłasne teatralne fotografie. Cytował, przedrzeźniał, epatował narcyzmem, aż sięgnął do tragicznej syntezy. Był w tym ascetyczny, wstrząsający, wyzbyty formy na jakąkolwiek pozę.

Cenią Go profesorowie – znany z surowych ocen romanista prof. Maciej Żurowski, dostrzegł w katowickim Tartuffie niezwykle wytworny gest kłamcy – uwielbiają kobiety, kochają widzowie.

Leonia Jabłonkówna analizując w 1963 roku rolę Janka z Mostu, wprowadziła znamienny przypis: „miałabym ochotę rozpisać się szerzej o tej roli i sypnąć jeszcze więcej pochwał pod adresem wykonawcy, ale boję się uroczyć.

Wybitny Laureacie, Wspaniały Artysto, groźba złych uroków minęła. Wciąż nas zadziwiasz odczytywaniem teatru, stale czegoś szukasz. Wybacz więc, że kończąc, bezczelnie sparafrazuję słowa poety:

Za urok Twój

i za … Twój wdzięk

ja ofiaruję Ci dziś pęk

CZERWONYCH MELANCHOLII

Dodaj komentarz