Danuta Kierklo

DANUTA KIERKLO: wciąż młoda i świetna aktorsko, obchodzi czterdziestopięciolecie. Czy to możliwe? Sprawdźmy!

Trzykrotnie, jeżdżąc po Polsce jako recenzent teatralny dwutygodnika Teatr, przeżyłam olśnienie nie z powodu inscenizacji, przedstawienia, dramatu, gry aktorów, ale słuchając mowy płynącej ze sceny – słów wypowiadanych z najczystszą dykcją, w całkowitej ciszy obejmujących we władanie przestrzeń teatru, przejrzystych, o niezmierzonej głębi tonacji, niemal namacalnej wyrazistości brzmienia i barwy.

Po raz pierwszy doznałam tego uczucia, słuchając Mai Komorowskiej, odtwarzającej postać Odźwiernej w przedstawieniu Rzecz ludzka wg Gry snów Augusta Strindberga i wierszy Mieczysława Jastruna w Teatrze Polskim we Wrocławiu (27 II 1971, reż. Krystyny Skuszanki, scen. Władysława Hasiora). Pod wrażeniem głosu Mai Komorowskiej napisałam wówczas w recenzji: „była doskonałym uosobieniem kamiennego spokoju, cierpienia i gorzkiej wiedzy o świecie, pokazując w tej roli grę aktorki z jakiegoś nie znanego nam wielkiego teatru”.

Tak mówiła Irena Eichlerówna Norwidowski wiersz o Warszawie w przedstawieniu Adama Hanuszkiewicza pt. Norwid (T. Narodowy, 9 X 1970) i słowa Matki w Trenie XIX Jana Kochanowskiego (Treny Adama Hanuszkiewicza, T. Narodowy, 16 V 1979).

Coś podobnego przeżyłam w Teatrze im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku, gdy do tego zespołu przybyła Danuta Kierklo. Było to dawno, a mimo to pamiętam zaskoczenie, olśnienie, przeżycie – związane ze sposobem mówienia aktorki ze sceny.

Próżno dziś szukać na polskiej scenie takich doznań. Zmieniły się kwalifikacje, za które teatry cenią aktora. Szkoły teatralne takiego kunsztu mówienia słowa już nie uczą – w cenie jest głos idący płytko „z gardła” i efektowny krzyk. Nie ma też teatrów kultywujących słowo, jak ongiś Teatr Rapsodyczny Mieczysława Kotlarczyka czy recytacyjnie pojmowany teatr jednego aktora i małych form – kiedyś domena wielkich aktorów, a dziś pole dla popisu teatru amatorskiego, który jednak zaprzepaścił swoje świetne tradycje z czasów Jędrzeja Cierniaka i Lucjusza Komarnickiego.

Danuta Kierklo przybyła do Teatru im. Węgierki w Białymstoku z Katowic.

Wydział Aktorski w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi ukończyła w roku 1961. Ale debiutowała na scenie już w początkach sezonu 1959/60 w Teatrze Ziemi Opolskiej, wówczas pod kierunkiem Mariana Godlewskiego. W ciągu pierwszego sezonu zagrała trzy role: Dziewczynę w Uczniu Czarnoksiężnika Z. Dobrowolskiego (14 XI 1959), Grazię w Nasze kochane dziatki Nicolo Manzaniego (8 V 1960) i Corallinę w Mądrej żonie Goldoniego (9 VII 1960) świetnie wyreżyserowanej przez Andrzeja Witkowskiego.

W tym teatrze mogła się zetknąć z Alojzym Smolką, wytrwałym bojownikiem o polskość Śląska Opolskiego i polski teatr na tych ziemiach. Kierownikiem literackim była znana dziennikarka opolska i krytyk teatralny Krystyna Konopacka-Csala. Reżyserował i grał tam m. in. Stanisław Wieszczycki. 9/60 W zespole był Franciszek Bay-Rydzewski i wspaniała aktorzyca Dagny Rose, jedna z tych wielkości, co przywiązana do zawodu, teatru i miasta, które wybrała nie dba o ogólnopolską sławę.

Bywali jeszcze wówczas na polskiej prowincji wielcy aktorzy – do takich należała Zuzanna Łozińska w Jeleniej Górze, Eugenia Śnieżko-Szafnaglowa w Olsztynie, Bronisława Frejtażanka w Poznaniu, Zofia Melechówna w Toruniu. Znane, cenione, pamiętane przez macierzysty teatr, żyją w pamięci publiczności swojego miasta i tych, co tam zawędrowali – kto je raz widział na scenie, nigdy nie zapomni.

Potem Danuta Kierklo zaangażowała się do Teatru Ziemi Gdańskiej, który wówczas jeszcze stanowił scenę objazdową Teatru Wybrzeże. Grała z powodzeniem ważne 04/2005 role: Klarę w Zemście Fredry (29 XI 1963 – w Sopocie), Celię w Komedii o młynie Lope de Vegi (12 I 1963), Solange w Lecie z Nohant Iwaszkiewicza (17 V 1963), Marchołtową w sztuce Romana Brandstaettera Marchołt, czyli Śmieszna historia o sowizdrzałach (12 IV 1964).

Od sezonu 1964/65 była już w zespole Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Pracę rozpoczęła rolą Haneczki w Weselu Wyspiańskiego w jednej z pamiętnych inscenizacji Józefa Grudy (24 IX 1964). Młoda, filigranowa, delikatna, urodziwa, o czystym i 980/81), nośnym głosie oraz nieskazitelnej dykcji obsadzana była przede wszystkim w repertuarze klasycznym i realistycznym (choć grywano już Łysą śpiewaczkę Ionesco i Kartotekę Różewicza).

W ciągu dwóch pierwszych sezonów katowickich kreowała jeszcze inne – ważne role (1982 -1984/85), wśród nich: Klaudynę w Grzegorzu Dyndale Moliera (15 I 1966) i piękną, wdzięczną, znakomicie zagraną, zjawiskową Kleopatrę w sztuce Bernarda Shaw Kleopatra i Cezar (obok Cezara w wykonaniu Tadeusza Kalinowskiego w reżyserii Ireny Babel, 17 IV 1966). Wcieliła się też w postać Karen w Czerwonych pantofelkach (31 XII 1964), Anię z Zielonego Wzgórza w adaptacji powieści Lucy Montgomery (26 IX 1965), Kasieńkę w Kopciuszku (16 IV 1967) i Adasia Niezgódkę w Niezwykłej przygodzie Pana Kleksa Jana Brzechwy (29 XI 1967) – sztukach dla dzieci i młodzieży cieszących się wielkim powodzeniem, miesiącami utrzymujących się w repertuarze, a w teatrze w Katowicach przygotowywanych szczególnie troskliwie, z myślą o wykształceniu przyszłych widzów tej sceny.

Z czasem zaczęła grać także w sztukach współczesnych – Solange w Pokojówkach Jean Geneta (11 XII 1971), Żona Henryka w Biografii Maxa Frischa (29 XI 1968), role w Balladzie po górach, po chmurach Ernesta Brylla ( 9 I 1969) i Balladzie o tamtych dniach Stefanii Grodzieńskiej i Jerzego Jurandota (9 V 1970).

Na scenę katowicką zaangażował Danutę Kierklo nie byle kto, bo sam Roman Zawistowski (1984/85) ,,operatywny dyrektor i fachowy reżyser”. Ale pracowała tam do sezonu 1976/77 – kolejno i za dyrekcji Mieczysława Górkiewicza, i Ignacego Gogolewskiego, i Józefa Pary.

Od 1 maja 1978 roku rozpoczęła występy w Teatrze im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku, którego dyrekcję od początku tego roku objął (po raz drugi) Jerzy Zegalski i przystąpił do zreformowania oblicza artystycznego teatru, kompletując doborowy zespół aktorski i poważnie rozszerzając grono współpracowników spośród reżyserów (Olga Koszutska, Ewa Kutryś-Salawa, Wanda Laskowska, 811). Krystyna Meissner, Jerzy Hoffman, Józef Skwark) i scenografów (Teresa Darocha, Zofia Pietrusińska, Krzysztof Pankiewicz).

W teatrze białostockim Danuta Kierklo występowała do sezonu 1994/1995. Kolejno za dyrekcji Jerzego Zegalskiego (do sez. 1980/81), Tadeusza Aleksandrowicza (1981/82-1984/85), Jacka Andruckiego (1985/86-1985/86), Tadeusza Kozłowskiego (1986/87) i Andrzeja Jakimca (1987/88- 1994/95) można było oglądać stworzone przez nią postaci sceniczne „jak żywe” i słuchać kwestii brzmiących w sposób już na scenach polskich nie spotykany – czysto, nośnie, dźwięcznie pod względem fonicznym, wyraziście oddających znaczenia, barwą słowa cieniujących uczucia i stany emocjonalne. A było tych ról wiele. O wiele więcej niż zdołałam przywołać z pamięci (nie wszystkie także widziałam).

Więc najpierw seria w sezonie 1979/80: Róża w sztuce Akosa Kertesza Wdowy w reżyserii Jerzego Zegalskiego (6 IX 1979) i Maryna w Wujaszku Wani Antoniego Czechowa w reżyserii Józefa Skwarka (26 X 1979) oraz – rola Maryny w Weselu Stanisława Wyspiańskiego (6 I 1980, reż. J. Zegalski) – rola zazwyczaj blada, w wykonaniu Danuty Kierklo chyba po raz pierwszy w dziejach inscenizacji tego dramatu poprowadzona została żywo, zadzierzyście – odkrywczo.

W sezonie następnym zwracały uwagę 1979/80 – zwłaszcza dwie role: Pużyńska w Egzaminie Jana Pawła Gawlika (15 III 1980) i Berta w Heddzie Gabler Henryka Ibsena (13 IX 1980). A potem było ich tak wiele, że wspomnieć trzeba jeszcze te w repertuarze groteskowym, jakby przeciwnym naturze aktorki, a przecież pamiętne – Ciotkę Iwony w Iwonie księżniczce Burgunda (10 VI 1982, reż. Maciej Wojtyszko i Waldemar Śmigasiewicz) i Matkę Albertynki w Operetce Witolda Gombrowicza (9 XI 1988, reż. Leszek Czarnota). I oczywiście, zawsze postacie z repertuaru dla dzieci (Aga w Alladynie i Czarodziejskiej Lampie Władimira Erenberga (2 I 1982).

Ilościową przewagę mają jednak role w repertuarze klasycznym – wyraziste postaci realistyczne – charakterystyczne i komediowe: Anna w sztuce Karola Wojtyły Przed sklepem jubilera (26 V 1991, w reż. Andrzeja Marii Marczewskiego), Sylwiana w Wesołej wdówce Franciszka Lehara (15 XII 1991, w reż. Andrzeja Jakimca), Pani Dobrójska w Ślubach panieńskich (16 II 1992) i Panna Małgorzata w Ciotuni Aleksandra Fredry (18 X 1992) – obie w reż. Tomasza Grochoczyńskiego umiejętnie wydobywającej i komizm sytuacyjny, i dowcip słowny. Dalej – M´ lynn Eatentom w Stalowych magnoliach Roberta Harlinga (14 VI 1992, w reż. Jean Korf), Lulu w Ich czworo Gabrieli Zapolskiej (31 I 1993, reż. Janusza Kozłowskiego), Anna Andrejewna w Rewizorze Mikołaja Gogola (25 III 1993, w reż. Walerija Rajewskiego). Na ogół role ważne, rozmaite w charakterze, duże, ale czasem niewielkie lub zgoła epizodyczne. Grała takie i w Katowicach (Żona Henryka w Biografii Maxa Frischa, 29 XI 1968, Kurierka w Balladzie o tamtych dniach Stefanii Grodzieńskiej i Jerzego Jurandota (9 V 1970) i w Białymstoku (Słowikowska – Gałązka rozmarynu Zygmunta Nowakowskiego w reż. Jerzego Hutka i Andrzeja Jakimca, 5 II 1982; Prism –Lord z walizki Ludwika Jerzego Kerna i Władysława Krzemińskiego w reż. Jerzego Uklei, 9 X 1983; Petronela – Ciężkie czasy Michała Bałuckiego w reż. Wandy Laskowskiej, 7 X 1989; Anna Putnam – Czarownice z Salem A. Millera w reż. A. Jakimca, 14 IV 1989). Czasem bywały to nawet przysłowiowe „ogony”, z których osobowość aktorki, jej talent i pasja zawodowa czyniły zauważalne majstersztyki, pozostające w pamięci na zawsze: urocza Diabełka w Po górach, po chmurach Ernesta Brylla (9 I 1969), pełen dostojeństwa Angelus Nuntius w Kronikach królewskich wg Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Ignacego Gogolewskiego (21 X 1972) – obie postaci stworzone jeszcze w teatrze katowickim, a na scenie białostockiej kobieta w Chorusie Białychgłów Trojańskich w Troas Łukasza Górnickiego (22 IX 1984, reż. Tadeusza Aleksandrowicza) czy Pasterka w Betleem polskim Lucjana Rydla (17 XII 1989, reż. Andrzeja Jakimca).

W Białymstoku także w roku akademickim 1975/76 rozpoczęła pracę pedagogiczną na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, należącym do Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (wówczas pod nazwą Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna), początkowo na stanowisku asystenta, od roku akademickiego 1981/82 objęła samodzielnie przedmiot Interpretacja prozy i wiersza.

Była związana także z innymi białostockimi inicjatywami teatralnymi: z Teatrem Wierszalin prowadzonym przez Piotra Tomaszuka i z białostocką Rozgłośnią Polskiego Radia.

Na początek sezonu teatralnego 2004/2005 przypadło czterdziestopięciolecie pracy artystycznej Danuty Kierklo. Były kwiaty i życzenia od przyjaciół, choć zabrakło pamięci w teatrze, z którym była związana przez wiele lat, Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, gdzie do dziś prowadzi zajęcia, krytyki teatralnej, która przecież nie powinna zapominać o siłach i środkach polskiej sceny, Związku Artystów Scen Polskich…

Na przekór temu, Pani Danuto (jeśli wolno bez pozwolenia tak familiarnie) – życzymy wiele lat w zdrowiu, dalszej owocnej pracy, ocenianej nie gołosłownie, lecz stosownie do jej znaczenia pod hasłem: ŻEBY JĘZYK POLSKI ZACHOWAĆ, WYDOSKONALIĆ I UPOWSZECHNIĆ, DWÓCH RZECZY POTRZEBA:DOBRZE PISZĄCYCH I DOBRZE GRAJĄCYCH” (Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego, 1811). Przynajmniej tak dobrze grających, jak Pani. Z takimi umiejętnościami, talentem, pasją, uszanowaniem dla literatury dramatycznej, przywiązaniem do teatru.

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz