ZADANIEM AKTORA JEST UMIEĆ GRAĆ WSZYSTKO

O sztuce aktorskiej Wieńczysława Glińskiego, laureata radiowego Wielkiego Splendora

ZADANIEM AKTORA JEST UMIEĆ GRAĆ WSZYSTKO

W jego przebogatym dorobku aktorskim są role dramatyczne i komediowe, klasyczne i współczesne. Grał postacie ze sztuk Corneille`a, Szekspira, Moliera, Goldoniego, Słowackiego, Fredry, Gogola, Shawa, Witkacego, Iwaszkiewicza, Pintera i wielu innych. Wieńczysław Gliński, wieloletni aktor Teatru Polskiego w Warszawie, znany także z filmów Romans Teresy Hennert (płk Gondziłł, 1978), Stawka większa niż życie (generał Harris, 1966), Echo (Henryk Głuchowski, 1964), Orzeł (kapitan Grabiński, 1958), Kanał (Zadra, 1956), serialu telewizyjnego Miasteczko (ksiądz ze starej szkoły), teatru telewizji, słuchowisk radiowych (ma na koncie chyba najwięcej ról radiowych ze wszystkich polskich aktorów), kabaretu i estrady. Dziś ma ponad 80 lat i jak dawna jego telewizyjna Bromba wędruje sobie od jednego do drugiego i nic, tylko mierzy i waży. Z tych „miar i wag” wyłuskuje to, co w jego życiu było najważniejsze, nawet w tym, co dramatyczne potrafi dostrzec coś filuternego.

Do teatru „wkradł się” z garderoby ojca – aktora, Edwarda Glińskiego. Mieszkaliśmy w Grodnie. Idąc ze szkoły do domu wpadałem do teatru, oglądałem ojca w roli Otella, który dusił Desdemonę. Wracałem z teatru, wyciągałem z szafy prześcieradło i dusiłem takie siedmioletnie Desdemony na podwórku.

Podczas wojny, w obozie na Majdanku, potem w Oranienburgu podtrzymywał innych na duchu recytując wiersze, śpiewając piosenki, tworząc coś w rodzaju amatorskiego zespołu teatralnego. Tam było to bardzo potrzebne. Doszlusowało do nas kilku aktorów: Tadeusz Żeromski, Koczanowicz, Feliks Żukowski – wspomina. W AK nosił pseudonim Soboń. Teatralny.

Po wojnie Arnold Szyfman sprowadził go do Teatru Polskiego w Warszawie. Był w nim, z krótkimi przerwami, do roku 1981, potem w Teatrze Narodowym. Korzenie teatralne, wizerunek teatralny Glińskiego to przede wszystkim Gustaw ze Ślubów panieńskich Aleksandra Fredry. Echa Gucia czytelne są we wszystkich jego rolach. Warunki zewnętrzne (typowy amant), tembr głosu, męski wdzięk powodowały, że filuterność, ironiczna jowialność, nieomal cyniczne poczucie humoru stały się głównym atrybutem w kreowaniu kolejnych ról, zwłaszcza przepysznych postaci fredrowskich. Idąc przez życie dociekliwie spoglądałem na spotykanych ludzi, starałem się dostrzegać nie tylko ich przywary, ale i strony ciekawe, piękne, dobre, zabawne. Z zawodu, zamiłowania i natury jestem aktorem, a więc człowiekiem, którego funkcja polega na nieustannym wyłażeniu z własnej skóry i pakowaniu się w skórę osobowości stworzonej przez autora mówi – Nie aktor musi cierpliwie czekać aż los obdarzy go takim czy innym przeżyciem i musi ponosić tego skutki. Twórczy aktor może pełną garścią czerpać materiał dla swoich przeobrażeń i wciskać się w najgłębsze tajniki psychiki wielu osób, nie ponosząc żadnych tego konsekwencji. Nawet najgorszego zła dotyka bezkarnie.

Jego życie artystyczne było falowaniem od wielości ról do całkowitego milczenia. W pierwszych latach po wojnie „coś” powiedziałem i przez dłuższy czas nie było mnie w radiu – wspomina – Za Gomułki było jako tako, za Gierka chodziłem do kardynała Wyszyńskiego i znowu rok nie grania w tv, w radiu… Później się opowiedziałem za Jaruzelskim i spotkała mnie taka sama kara.

Najważniejsze role Glińskiego to Gustaw w Ślubach panieńskich, Ill w Wizycie starszej pani, Orgon w Świętoszku, Papkin w Zemście, tytułowa rola w Eryku XIV, Fircyku w zalotach, Panu Jowialskim, Teodor w Klik – Klaku, Ambasador w Derbach w pałacu, Cziczikow w Martwych duszach, Jan Kazimierz w Mazepie, Ślaz w Lilli Wenedzie… Lubię doszukiwać się w rolach bardzo dramatycznych jakiegoś uśmiechu, jakichś śmiesznostek – to przecież w tych postaciach jest. Trochę złośliwego sarkazmu, ironii dodaje roli pikanterii, tej „soli” – mówi.

W teatrze grał z największymi tuzami: Jerzym Leszczyńskim, Aleksandrem Zelwerowiczem, Juliuszem Osterwą, Jackiem Woszczerowiczem, Adamem Kreczmarem, Ludwikiem Solskim, Mieczysławą Ćwiklińską, Junoszą Stępowskim, Elżbietą Barszczewską, Ireną Eichlerówną, Niną Andrycz…W dwudziestych i trzydziestych latach zalatywało w teatrze stylem dziewiętnastowiecznym, królowała dająca się zauważyć maniera – charakterystyczne „ł” bliskie „l”, „y” między „i” a „y”. Dawni wielcy aktorzy, jak Stępowski, Osterwa, Węgierko mogliby jednak grać i dzisiaj i nie trąciłoby to myszką – podkreśla Gliński.

Wspominając jego największe kreacje teatralne nie można zapomnieć o telewizji, filmie, kabarecie, radiu. Przede wszystkim radiu, bo chyba nikt z polskich aktorów nie ma na koncie tylu zagranych ról w teatrze radiowym, co Gliński (ponad 1500 ról w słuchowiskach radiowych). 6 grudnia 2004 roku Wieńczysław Gliński otrzymał nagrodę „Wielkiego Splendora Honorowego”, przyznawaną przez Teatr Polskiego Radia. Z Teatrem Polskiego Radia współpracuje on od 1945 roku. Wystąpił m.in. w Opowieści Josepha Conrada, Ping-pongu z Salomeą Abramowa w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego, Zrzędności i przekorze Fredry w reżyserii Waldemara Modestowicza, , Ferdydurke Witolda Gombrowicza, Potopie Henryka Sienkiewicza w reżyserii Janusza Kukuły. Za kreację postaci Księdza w słuchowisku Roberta Trojanowskiego Jezus we wsi, został laureatem III Krajowego Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry Sopot 2003” – w kategorii najlepsza rola drugoplanowa. Również sam reżyserował słuchowiska radiowe. Na swoim koncie ma ponad 1500 ról w audycjach radiowych.

Na małym ekranie już się go nie widuje. A szkoda. Warto byłoby przypomnieć tak świetne przedstawienia z Glińskim, jak choćby Domino, Freuda teorię snów, Wielkiego człowieka do małych interesów. Za role w teatrze telewizji otrzymał jedną złotą i wiele srebrnych masek. Na pewno też warto by było wrócić do niektórych filmów. Choćby do Kanału i Orła, w których Gliński stworzył postaci twardych i odpowiedzialnych, pozbawionych nadmiernego romantyzmu prawdziwych bohaterów II wojny, Echa z przejmującą postacią Henryka, ojca szczęśliwej rodziny, który staje się samotnym „zbitym psem” i tylko z tchórzostwa nie popełnia samobójstwa…

Gliński jest człowiekiem pogodnym, potrafiącym dwie osoby, które lubi, a które się nie znoszą, doprowadzić do wzajemnej tolerancji. Czasem mam niezmierną ochotę kopnąć kogoś w zadek – mówi z rozmarzeniem w głosie – Za kilka krzywd, które mnie spotkały, za powtarzający się niebyt zawodowy.

Justyna Hofman – Wiśniewska

Dodaj komentarz