Z teatru: Żywoty równoległe

W 1559 tytuł Żywoty równoległe Plutarcha z Cheronei otrzymały we francuskim tłumaczeniu brzmienie: Żywoty sławnych mężów.
Na przełomie 2003 i 2004 w Teatrze Szkolnym im. Jana Wilkowskiego na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, wchodzącym w skład Akademii Teatralnej im. Aleksandera Zelwrowicza w Warszawie, zagrano  Żywoty, nagradzane frenetycznymi brawami.

ŻYWOTY  RÓWNOLEGŁE: BOHATERÓW  I  ŚWIĘTYCH. 

Były to dla odmiany Żywoty Świętych. Zagrano je w reżyserii Bohdana Głuszczaka wg adaptacji Jana Wilkowskiego. Atorem oryginału był Jędrzej  Wowro (Wawra), jeden z najciekawszych w dwudziestoleciu międzywojennym twórców ludowych, rzeżbiarz świątków, żyjący w nędzy, lekceważony i wyśmiewany, ale uprawiający swą sztukę w modlitewnym natchnieniu.
W roku 1923 Emil Zegadłowicz wydał ballady o wędrownych rzemieślnikach i artystach ludowych pt. Powsinogi beskidzkie. W roku 1963 Tadeusz Seweryn (1894-0000), artysta malarz, etnograf i historyk sztuki ludowej, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, ogłosił studium pt. Świątkarz Powsinoga o tym ludowym rzeżbiarzu i poecie. W pięćdziesiąt lat po Zegadłowiczu a w dwadzieścia po Sewerynie Jan, Wilkowski (1921-97)  napisał scenariusz teatralny wg opowieści Jędrzeja Woory, spisanych przez Tadeusza Seweryna.
Scenariusz Wilkowskiego obejmował dwie części: Spowiedż w drewnie  i Żywoty świętych. Pierwsza sztuka, obrazując sposób myślenia i los ludowego artysty, stanowiła wprowadzenie do oryginalnej opowieści Wowry o  świętych pańskich i polskich bohaterach, których znał z tekstów czytanych przez żonę lub słyszanych na kazaniach.
Jan Wilkowski uszanował urodę słowa Wowry, jego naiwny i dosadny  sposób obrazowania, pełen żarliwego podziwu dla bohaterskich czynów i  wiary czystej w Pana Boga i Jego Świętych, oglądanych przez pryzmat wiejskiego życia i  odczuwanych wedle mentalności wiejskiej gromady. Wraz z Bohdanem Głuszczakiem  wyreżyserował tekst w Teatzre Lalek „Pleciuga”,  ze scenografią Adama Kiliana i muzyką Jana Syzrockiego oraz zespołem swoich wychowanków z Wydziału Lalkarskiego w Białymstoku (premeira 8 X 1984).
W dwadzieścia lat po prapremierze,  a w pięć lat po śmierci Wilkowskiego, Głuszczak powrócił do scenariusza Wilkowskiego, do Wowry, do niesionej przez nich problematyki: sztuki, pracy,  wiary, historii Polski.
Uszeregowanie żywotów powtórzyło układ szczeciński: opowieść o Św. Każmirku, o Św. Genowefie, Św. Magdalenie, Matce Boskiej z Siedmiu Mieczami, Św. Weronice, Św. Jadwidze.
Jan Puget, jeden z najwybitniejszych autorów pisujących dla teatru lalek i o teatrze lalek,  w recenzji z przedstawienia szczecińskiego napisał: „(…) od początku aż do finału linia napięcia rośnie, tworząc ważną oś kompozycyjną łączącą tak różnorodne w swej poetyce żywoty. Rolę kompozycyjną gra już uszeregiowanie żywotów”, powodując, że „(…) rośnie zaangażowanie w misterium.” „Od opowieści wdzięcznej i komicznej o Każmirku dającym ptaszkom śluby i od bawienia się ludowością, przez wysmakowaną zabawę w baśniowe zło i dobro w legendzie o św. Genowefie, przez nawrót do zabawy w ludowość w pierwszej części  Świętej  Magdaleny, przechodzi szczecińskie widowisko do zaskakująco nagłego wprowadzenia misterium w lamencie Magdaleny pod krzyżem i do tonacji sacrum, które objawia się w przepięknej  opowieści O Matce Boskiej z Siedmi Miecami i osiąga kulminację w znakomitej Świętej Weronice. Znakomitym chwytem było umieszczenie żywotu Świętej Jadwigi na końcu.  Wowrze pomieszały się tu różne zasłyszane wątki, lecz z nieomylnym instynktem stworzył przepiękną legendę.  Złączył motyw królowej Jadwigi  z obroną przed Tatarami i –  nieoczekiwanie – rozbiorami Polski. Otoczonych rycerzy i Świętą chroni Bóg nakrywając górą, Babią Górą, jako wojsko, które jeszcze kiedyś wywalczy niepodległość.” („Teatr Lalek” 1984 nr 5).
Bohdan Głuszczak w  białostockiej replice szczecińskiej inscenizacji uszanował tektowe i inscenizacyjne założenia, wypracowane wówczas wspólnie z Janem Wilkowskim. Ale wprowadził także wiele zmian: w kompozycji  przestrzeni, reżyserii, poprowadzeniu aktorów. Nieco inaczej, bardziej współcześnie  rozłożył akcenty myślowe. Całości nadał  formę bardziej uklasycznioną i  wyrafinowaną. Zachowując  naiwność opowieści oraz dosadność  humoru, w grze aktorskiej – sposobie wypowiadania tekstu i śpiewania indywidualnych postaci i chóru, w ruchu, geście, tonie – nadał całości  szlachetną oszczędność  i czystość, zbliżając ją ku formie, którą określa się słowem: posągowość,  hieratyczność, monumentalizm, a która  świetnie korespondowała z  misteryjną tonacją opowieści.
Przedstawienie białostockie było pracą dyplomową studentów Wydziału sztuki lalkarskiej.  Powstało jako wynik pracy reżyserskiej Bohdana Głuszczaka, ale równocześnie jego pracy pedagogicznej ze studentami. Wynik przeszedł wszelkie oczekiwania. Studenci wykazali świetne przygotowanie zawodowe, zdyscyplinowanie w pracy, wiele inwencji własnej, umiejętności i talentu. Trzeba ich wymienić szeregiem niemal bez różnicy. Zostawiając jedynie osobną pochwałę dla wszystkich za wspaniały śpiew i piękno gestu, a osobne wyróżnienia dla gry 0000 kreującej Świętą Jadwigę.
Jakaż wielka szkoda, że brak pieniędzy na dekoracje, kostiumy i rekwizyty (wypożyczone je z Teatru Lalek „Pleciuga” w Szczecinie, dokąd wróciły) i codzienna praca uczelni uniemożliwiają eksploatowanie tego przedstawienia. W sumie widzieli je nieliczni widzowie Białegostoku, oglądali studenci Akademii Teatralnej w Warszawie, podziwiali goście podczas jubileuszu Teatru Lalek „Pleciuga” w Szczecinie (2004).
Było to przedstawienie  mądre, wzruszające, piękne. Powinno być pokazane większej ilości widzów. Szkoda, że nie ma u nas  agencji, które trudniłyby się kontraktowaniem i sprzedażą tego typu przedstawień na krótkie okresy czasu (kilka wieczorów w rozmaitych miastach, za granicą, gdzie – sądzę – zrobiłoby furorę!), by zareklamowały szkołę, pokazały polską kulturę, zarobiły na fundusz studencki Akademii.
Bożena Frankowska

Dodaj komentarz