Zszywanie

Zapraszam do lektury drugiego numeru Yoricka. Na wstępie kilka słów o wolności. Zszywanie, pozornie, to zajęcie nader proste. Okazuje się jednak, że niekoniecznie. Anna Augustynowicz mianowicie wystawiła na wiosnę tego roku rzeczone Zszywanie Anthony’ego Neilsona w warszawskich Rozmaitościach w ramach projektu Teren Warszawa. Janusz R. Kowalczyk w Rzeczpospolitej poczuł się wielce urażony i dał temu wyraz. Radni m. st. Warszawy zszokowani wiadomością, że o Panu Bogu nie mówi się w tej sztuce najlepiej (zacytujmy: „Niedziela należy do boga. – No to chuj mu w dupę, kurwa”) zażądali zdjęcia utworu z afisza. Anna Augustynowicz oświadczyła, że jest katoliczką i nie będzie umierać za tekst – wedle Jacka Wakara ocierający się o grafomanię. Dla dobra (?) sprawy zdjęła nieprzystojne kwestie ze spektaklu. Aktorzy od tej pory opuszczali cytowany fragmencik i zamiast tego poszeptywali „tratatatata”, a publiczność pozostawała w zachwycie (?). Wszystko to raczej zakrawa na kabaret niż poważny konflikt. Yorick się dziwi. Skoro bowiem Teatr Rozmaitości zdecydował się tekst wystawić, zapewne ma o nim (tj. tekście) niezgorsze mniemanie. Powinien przeto tekstu bronić. Jeśli nie broni, nie do obrony jest teza, że na względzie ma jeno idee i niekonwencjonalne podejście. Anna Augustynowicz i TR utracili twarz. Za lada nieprzychylnym podmuchem ze stołecznego ratusza zrejterowali. Yorick myśli, że może należało wcześniej tekst Neilsona wyrzucić za okno. Ale skoro już się za to zabrano, przyzwoitość nakazywała integralnego tekstu bronić. Bo jeśli nie broniono, to znaczy, że jest cicha zgoda na powrót cenzury i że od początku wystawienie utworu miało na widoku jedynie epatowanie PT Publiczności. Yorick daje żółtą kartkę Rozmaitościom. O radnych szkoda gadać.

Dodaj komentarz