Radia żal

Niedobrze się dzieje z radiem. Najpierw padła Trójka, a teraz Radio BIS. Rozbiórka radia publicznego trwa. Z Trójki przegnano wcześniej teatr, teraz kabarety. Korek Stefana Friedmanna zadomowiony bodaj od ćwierć wieku padł pod ciosami reformatorów. Wyrzucono Kabaret 202.

Były prezes radiowy Smolar wymyślił był sobie podobno w wielkiej łaskawości, że radio BIS to będzie radio dla młodych. Jak wymyślił, tak nie zrobił. Młodzi do Bis nie przyszli, ale za to odeszli satrzy. Powstało jeszcze jedno pudełko z tzw. żywym radiem, czyli bełkotem, skąd wywiało kulturę, jakby tajfun nielichy przeszedł.

Przychodziłem ci ja do tego radia za grosze, żeby porozmawiać o literaturze albo o teatrze. Właściwie drożej wypadały koszty własne niż te grosiki od radia. Teraz już nie przychodzę. Już się nie spotykamy np. u Tomasza Mościckiego w jego pełnej energii i złośliwości audycji teatralnej, już nie ma cyklu "Bohaterowie naszych lektur" ani biografii literackich. Bo i po cholerę radiu publicznemu jakaś misja? A potem się dziwią, ze ludność miast i wsi nie winszuje sobie płacić abonamentu. Bo i za co?

Rzecz podobna stała się z telewizyjnym teatrem dla dzieci. Zlikwidowali. Bo to się podobno nie opłaca. Bo przestarzałe. Bo mała oglądalność.

Gratulacje.

Dodaj komentarz